Szukaj:Słowo(a): szumi do koła las
Przydrożna wierzba spotkała wędrowca.
W ukłonie schylona, szumiała płaczliwie.

Zatrzymaj się chwilę, nie wchodź do lasu!

Choć grzybnie wabią leśnym zapachem
a mchy wyściełają miękkie kobierce,
zawróć z tej drogi. Wysłuchaj mnie proszę!

Złośliwe puchacze zamącą ci w głowie,
Borowy, duch lasu poplącze twe ścieżki.

Tam, świerkowe grzebienie targają włosy,
dojrzałe jagody barwią języki czernią,
słodkie jeżyny kłują ostrymi kolcami,
więc po co tam wchodzić? Pozostań ze mną!

Ugnij kolana i spocznij w mym cieniu,
twe myśli w obłokach różowych marzeń
zaznają wytchnienia, pocieszysz serce,
a głowę uchronisz przed żarem.

Pozdrawiam Irena

http://www.senniki.bromar.pl/horoskop.php?typ=galijski


Przydrożna wierzba spotkała wędrowca.
W ukłonie schylona, szumiała płaczliwie.

Zatrzymaj się chwilę, nie wchodź do lasu!

Choć grzybnie wabią leśnym zapachem
a mchy wyściełają miękkie kobierce,
zawróć z tej drogi. Wysłuchaj mnie proszę!

Złośliwe puchacze zamącą ci w głowie,
Borowy, duch lasu poplącze twe ścieżki.

Tam, świerkowe grzebienie targają włosy,
dojrzałe jagody barwią języki czernią,
słodkie jeżyny kłują ostrymi kolcami,
więc po co tam wchodzić? Pozostań ze mną!

Ugnij kolana i spocznij w mym cieniu,
twe myśli w obłokach różowych marzeń
zaznają wytchnienia, pocieszysz serce,
a głowę uchronisz przed żarem.

Pozdrawiam Irena

http://www.senniki.bromar.pl/horoskop.php?typ=galijski



"Sprawiedliwy zakwitnie jak palma, rozrośnie się jak cedr na Libanie.
Zasadzeni w domu Pańskim rozkwitną na dziedzińcach naszego Boga."

                                                                 Psalm 92

Pozdrawiam :)
marco

Przydrożna wierzba spotkała wędrowca.
W ukłonie schylona, szumiała płaczliwie.

Zatrzymaj się chwilę, nie wchodź do lasu!

Choć grzybnie wabią leśnym zapachem
a mchy wyściełają miękkie kobierce,
zawróć z tej drogi. Wysłuchaj mnie proszę!

Złośliwe puchacze zamącą ci w głowie,
Borowy, duch lasu poplącze twe ścieżki.

Tam, świerkowe grzebienie targają włosy,
dojrzałe jagody barwią języki czernią,
słodkie jeżyny kłują ostrymi kolcami,
więc po co tam wchodzić? Pozostań ze mną!

Ugnij kolana i spocznij w mym cieniu,
twe myśli w obłokach różowych marzeń
zaznają wytchnienia, pocieszysz serce,
a głowę uchronisz przed żarem.

Pozdrawiam Irena

http://www.senniki.bromar.pl/horoskop.php?typ=galijski



Taki dość bajkowy, sporo ładnych obrazów, ale w strasznym bałaganie. Bo np.
czym uzasadniona jest taka wersyfikacja?  Spory też natłok określeń (msz
zbyt spory) i wezwań wierzbowych. Które - po pierwszym - nie musiałyby już
być ponawiane dosłownie.


To był piękny las
Szczęśliwy las
Wszystkie drzewa ścięto na trumny
Wszystkie drzewa pochowano



Świetny pomysł. Ze szczęścia w pogrzeb, grób. Ze śpiewu w milczenie.

Jeden z moich pierwszych wielkich poematów ;-), kiedy miałam może 6-7 lat,
dotyczył właśnie drzewa, które proboszcz wyciął koło kapliczki. Wierszyk był
tendencyjny, było tam coś o Matce Boskiej i o dzieciach, które wracają ze
szkoły... Gdzieś to jeszcze chowam, już pożółkło, i żadnej trumny tam nie

wiersz o ścinaniu drzewa i nidgy mi to nie wychodziło. Mam tylko taki
kawałek z wiersza o innej tematyce, chodziło o koniec wakacji, akurat
ścinaliśmy akacje w ramach czynnej ochrony pewnych rzadkich zbiorowisk
roślinnych, niby to było potrzebne, ale zawsze coś mi się nie podobało:

(...)wieczorem
milczenie milionów gwiazd
zleje się
w ogłuszający huk
szum tysięcy liści
trzask tysięcy kości
upadek wstrząsnął
cisza

Pozdrawiam
Marta
--------------
"...ale znać z Acana mowy,
że jest - tak - przeciętnie zdrowy..."
                  (St.Wyspiański, Wesele)

: Szumi ognisko i płoną knieje,
: straż pożarna jest wśród nas...
:
: --
: Lestek

plonie ognisko w lesie
wiatr smrod po lesie niesie
przy ogniu zas druzyna
surowe dentki wcina
chrum, chrum, mniam, mniam
chrum, chrum, mniam, mniam
rozlega sie dokola
chrum, chrum, mniam, mniam
chrum, chrum, mniam, mniam
wesolo echo wola

Pani kazała dzieciom przynieść do szkoły swoje domowe zwierzątka...
Małgosia
przyniosła kotka, Jadzia pieska, a Jasio przyniósł żabę...
- No i co ta twoja żaba potrafi, Jasiu? - pyta pani.
Jasio szturchnął żabę, a ona:
- Kła!
Jasio ze stoickim spokojem jeszcze raz szturchnął żabę, ale ona znowu:
- Kła!
Wreszcie Jasiu się zdenerwował i uderzył pięścią o stół, a żaba:
- Kłanta namera, tarira kłantanamera, kłant namera...



tylko, ze to jest "Guantanamera Guajira Guantanamera"
jest to nazwa wlasna jakies zdaje sie wyspy idealnej czy czegos takiego...

poza tym znalam ten kawal z wezem, ktory
najpierw
szszszszszszzzzzzzzzzzz
a potem spiewal:
wersja pierwsza:
szla dzieweczka do laseczka
a wersja druga:
szumi dokola las

Czesc
To troche przyspiewek ode mnie.

Szumi gaj, szumi gaj
szumi galazeczka.
Tu mi daj, tu mi daj,
nie szukaj luzeczka.

Ej nie zalecaj mi sie, bo ja nie mam pisie,
kiedym szla przez wode, utopila mi sie.

Zalecal mi sie pewien swiniarz
i co niedziela tu do mnie przylazl.
I choc padalo, choc bylo slisko,
to sie przywloklo to swiniorzysko.

ze mnie on kocha jak swoje swinie.
A ja mu na to na papiurecku:
Zen sie ze swinia moj swiniorecku.

Tancuj Maryna, tancuj ze reina,
az ci sie zagrzeje kolo pepka welna.

Hej ide w las
nogawica mi wylazl.
Zobaczyla to dziewczyna,
zaraz mi sie polozyl,
a ja na nia wlazl.
Hej ide w las.

Gdzie mozna sciagnac archiwum chomora?
Pozdrawiam            Anna R.
What can't be cured must be endured.

Net-Tamer V 1.08.1 - Test Drive


| jazda z V=40,30, a na Lubiechowie nawet 10km/h jest
| bardzo relaksująca

Paranoja...

PBl



A co, nie jest relaksujaca ? Ja bardzo lubie jezdic ta linia z taka
predkoscia, zwlaszcza latem przy otwatym oknie... delikatny wiaterek...
monotoniczny (ale jakze uroczy) szum kól... slonce mrugajace zpomiedzy
drzew... zapach preparatow do konserwacji szyn... smrod Bipy (;-DDDD)... i
te wspaniale widoki - niesamowite luki, wawozy ,skaly porosniete mchem
zielone lasy... spiew ptakow za oknem (przy takiej predkosci dobrze go
slychac)...  Az zal bierze kiedy dojezdza sie do Swiebodzic i to wszystko
sie konczy :-(   Uwielbiam tak jezdzic !!!!!
pozdrawiam Teigrek

A co, nie jest relaksujaca ? Ja bardzo lubie jezdic ta linia z taka
predkoscia, zwlaszcza latem przy otwatym oknie... delikatny wiaterek...
monotoniczny (ale jakze uroczy) szum kól... slonce mrugajace zpomiedzy
drzew... zapach preparatow do konserwacji szyn... smrod Bipy (;-DDDD)... i
te wspaniale widoki - niesamowite luki, wawozy ,skaly porosniete mchem
zielone lasy... spiew ptakow za oknem (przy takiej predkosci dobrze go
slychac)...  Az zal bierze kiedy dojezdza sie do Swiebodzic i to wszystko
sie konczy :-(   Uwielbiam tak jezdzic !!!!!



Najciekawszy pod względem prędkości jest odcinek Świebodzice - Boguszów
Gorce. Ilość km: 28 Czas jazdy 57 minut.

LJ

Śnieżnym wieczorem postój w lesie
---------------------------------

Czyj to jest las, myślę że wiem.
Lecz we wsi stoi jego dom;
Nie ujrzy mnie tej nocy tu,
Gdy jego las zawala śnieg.



[............]

Bardzo mnie wiersz zainteresował, więc pozwoliłam sobie na własne
tłumaczenie. Bynajmniej nie twierdzę, że lepsze - trochę inne. Twojego
bezkonkurencyjnego zakończenia nie dało się i nie chciałam zmienić. Pasuje
idealnie do oryginału.

Czyje to lasy, sądzę, wiem.
Choć we wsi stoi jego dom,
Nie ujrzy moich śladów tu,
Strzegę śnieżnego lasu snu.

Mój konik bardzo dziwi się,
bo musi stanąć. Kiedy dom
tak blisko lasu, wód, o krok,
ja każę się zanurzyć w mrok.

Dźwięczą wstrząsane dzwonki szor
niemym pytaniem, czy to błąd
I wietrzyk szumi,  suchy puch
przemyka wokół niby duch.

Choć ciemny las dokoła zmilkł
Przysięgi własnej strzegę słów.
A tyle mil nim zasnę znów,
A tyle mil nim zasnę znów.


| Śnieżnym wieczorem postój w lesie
| ---------------------------------

| Czyj to jest las, myślę że wiem.
| Lecz we wsi stoi jego dom;
| Nie ujrzy mnie tej nocy tu,
| Gdy jego las zawala śnieg.
[............]

Bardzo mnie wiersz zainteresował, więc pozwoliłam sobie na własne
tłumaczenie. Bynajmniej nie twierdzę, że lepsze - trochę inne. Twojego
bezkonkurencyjnego zakończenia nie dało się i nie chciałam zmienić. Pasuje
idealnie do oryginału.

Czyje to lasy, sądzę, wiem.
Choć we wsi stoi jego dom,
Nie ujrzy moich śladów tu,
Strzegę śnieżnego lasu snu.

Mój konik bardzo dziwi się,
bo musi stanąć. Kiedy dom
tak blisko lasu, wód, o krok,
ja każę się zanurzyć w mrok.

Dźwięczą wstrząsane dzwonki szor
niemym pytaniem, czy to błąd
I wietrzyk szumi,  suchy puch
przemyka wokół niby duch.

Choć ciemny las dokoła zmilkł
Przysięgi własnej strzegę słów.
A tyle mil nim zasnę znów,
A tyle mil nim zasnę znów.

--
elka-one



Jest ładnie. Jeśli nie masz nic przeciwko temu, proszę wklej na
Nieszufladzie. Tam, oprócz mojego, są jeszcze trzy inne przekłady.

SAO

Witam i pytam,
Dzisiaj ul Rudnickiego w okolicach opla byłą zablokowana przez Policję,
zrobiło się niezłe zamieszanie, czy ktoś wie, co było tego przyczyną?



Zamknięte było od Kochanowskiego do Maczka w obie strony.
Jechałem z Koła przez Obrońców Tobruku i na Maczka przed Powstańców Śląskich
niezły korek się zrobił przez to zamknięcie.
Ciekawe co to było ?

Pozdrawiam
Smokun
Palio Weekend 1.2 HL + naklejka
///Szum Lasu Support Team///
*wywal wywal z adresu*





Czy ktoś wie gdzie można miło spędzić pierwsze dni maja w okolicach
Wrocławia /prócz Sobótki/ ???



Mozesz zapisac sie do jakiegos kola wedkarskiego i polowic sobie ryby, ja
wlasnie wracam znad otoczonych lasami iglastymi stawow w Sosnowce
(k.Twardogory). Piekna pogoda, spokoj, lekki wiaterek, szum lisci, woda...
czego wiecej trzeba? (jak piwa to piwo mozna kupic w wiosce 2 km od tego
osrodka)

...co ci przypomina , co ci przypomina widok znajomy ten , co ci przypomina
co ci przypomina widok znajomy ten.
Szumi dokoła las szumi dokoła las.
Co ci przypomina co ci przypomina widok znajomy ten .
Czy to JAWA czy sen czy to jawa czy sen co ci przypomina co ci przypomina.

Mam Jawę 350 i niechce mi palic , nie wiem co zrobić , niedawno wymieniałem
pierścienie , poradzcie coś , prosze .


...co ci przypomina , co ci przypomina widok znajomy ten , co ci przypomina
co ci przypomina widok znajomy ten.
Szumi dokoła las szumi dokoła las.
Co ci przypomina co ci przypomina widok znajomy ten .
Czy to JAWA czy sen czy to jawa czy sen co ci przypomina co ci przypomina.

Mam Jawę 350 i niechce mi palic , nie wiem co zrobić , niedawno wymieniałem
pierścienie , poradzcie coś , prosze .



NTG: pl.motoryzacja lub pl.psychiatrzy



|                 zjesienniały las -
|                 jak głośno szumi liśćmi
|                 wezbrany strumień

Szumi dokoła las.
Czy to jawa czy sen?

No właśnie. Z szumami nigdy nic nie wiadomo.
Znałem taki las (na trasie Ełk-Olsztyn),
który potrafił udawać szum sunącego pociągu.
Nabrał mnie nie raz.
Dopiero, gdy nauczyłem się na pamięć rozkładu jazdy,
mogłem spokojnie zbierać grzyby.
Mogę sobie wyobrazić, że las z wiersza marco,
doskonale nauczył się naśladować szum strumienia.



Ja znam taki szum, rozlanego szeroko strumienia.
co innego, kiedy strumyk jest mały, wtedy - szemrze.
Jego odgłos jest ukierunkowany, łatwy do zlokalizowania.
co innego zasilony opadami deszczu - wtedy rozlewa się szeeeeeroko
i: szumi.

Wiersz podoba mi się. Zjesienniały las
to dla mnie las milczący, pozbawiony życia.
Jakby skapcaniały. Trwający w stuporze.
W tej ciszy szum strumienia działa bardzo
kontrastowo. I obrazuje gwałtowność
i nieodwołalność przemijania.



Bardzo dobrze mnie odczytałeś -
właśnie odpisywałem do Gregorza, że "zjesienniały las"
niekoniecznie musi oznaczać "jesienny las.

Pozdrawiam,
jul



Ja również :) I dziękuję za bliski mojemu odczyt.
marco


Jesli prawdziwy warszawiak sie w ten sposob odnosi do innych



Nie prawdziwy, lecz najprawdziwszy.   ;-)

to ciesze  sie, ze Warszawa jest zaludniana przez przyjezdnych.
Jakos przyjemniej  jest...



Urozmaicone miasto, to co lubię. Nie lubię społeczeństw jednolitych i
niekiedy żałuję, że nie mogę cofnąć czasu, aby znów być uczniem, ale w
prywatnej szkole, gdzie za kolegów miałbym ludzi różnych ras, religii i
narodowości. Człowiek od małego uczył by się tolerancji i obcowania z inną
kulturą. Niestety Polska jest mocno jednolita, zaś czas szkoły mej, to
szare zeszyty, przydzielane podręczniki i śpiewanie Szumi dokoła las na
szkolnym apelu.


Urozmaicone miasto, to co lubię. Nie lubię społeczeństw jednolitych i
niekiedy żałuję, że nie mogę cofnąć czasu, aby znów być uczniem, ale w
prywatnej szkole, gdzie za kolegów miałbym ludzi różnych ras, religii i
narodowości. Człowiek od małego uczył by się tolerancji i obcowania z inną
kulturą. Niestety Polska jest mocno jednolita, zaś czas szkoły mej, to
szare zeszyty, przydzielane podręczniki i śpiewanie Szumi dokoła las na
szkolnym apelu.



No, zgadza sie. Gdyby wszyscy byli tacy sami, jednolici, tak samo
mysleli, to byloby nudno, a czlowiek by sie wcale nie rozwijal i nie
poszerzal swoich horyzontow. Niektorzy jednak maja jakies kompleksy i
obawy przed obcymi, wiec plodza takie swoje wynurzenia.

..:: fabio


No, była, pamietam jeszcze napój Polo-cocta, bez literki "k" w nazwie.



I tak Cytroneta była lepsza.  :-)
Albo taki napój formowy z baniaczka ze szkła.  :-)

Tak dobrze nie pamiętam... w każdym razie dawały sie zjeść.



Te mandarynki?  A idź, cholerstwo to było.
Prawdziwe mandarynki to się miało w Bułgarii, o!  :-)
Za darmochę i ile się chce.

Raczej "Witaj majowa jutrzenko"...
ech... "wiwat maj, pierwszy maj, dla Polaków urodzaj..." jakoś tak...



Dla Polaków błogi raj.  :-)
Ech, śpiewało się, śpiewało. Tako jako i "Szumi do koła las"  :-)

Pamiętam, pamiętam... jeszcze Kojak, Columbo, pamięta ktoś filmy z
detektywem Banaczkiem ? (o ile sie tak nazywał...)



Banaczek..?  Hmmmm......  Ja kojarzę Sprawy Majora Zemana tudzież
NRDowski Telefon 110.

Rico.
www.telefonia.skonet.pl
"transmisje satelitarna ze stanami robilem wtedy gdy
 jeszcze nie potrafiles sie wysikac na stojaco"

A ja powróce do wątku piesni patriotyczno-obronnych

Szumi dokoła las
Szumi dokoła las, czy to jawa czy sen ?
Co ci przypomina, co ci przypomina widok znajomy ten ?
Zółty wiślany piach, wioski słomiany dach.
Płynie, płynie Oka jak Wisła szeroka, jak Wisła głęboka.
Był już nie jeden las, wiele przeszliśmy rzek,
Ale najpiękniejszy, ale najpiękniejszy jest naszej Wisły brzeg
Piękny jest Wisły brzeg, piękny jest Oki brzeg.
Jak szarża ułańska od Wisły, do Gdańska pójdziemy, dojdziemy.
Hahaha koło Lublina i Puław chyba niewiele drzew się uświadczy. Widziałam takowe "lasy" jakiś czas temu, ale zostały same pnie, bo konary i liście chyba się troszkę zatruły od zakładów azotowych


A Lasy Kozłowieckie 14 km od Lublina?
A koło Puław akurat lasów jest mnóstwo. Zwłaszcza wokół Azotów. I wydarzył się tam cud; na siedlisku borowym, dgzie powinna być sosna, szumią całkiem spore dęby...
Mam wrażenie, że załoga oczekuje wreszcie jakiegoś z tymi mieszkaniami rozstrzygnięcia. Jasnej deklaracji. Zamiatanie problemu pod dywan i odkładanie na potem niewiele zmienia, bo mało że problem wraz z nowymi emerytami narasta, to jeszcze i te pytanie za każdym razem wraca silniejsze. Poprzednim razem rządząca Lasami ekipa musiała w obliczu dotąd niewidzialnego w LP "szumu", cofnąć się przed dość arbitralnym jednak podziałem resztek i "zamknięciem tematu". Sporo wtedy u wielu leśników punktów straciła. Wiece poparcia wiele potem już nie pomogły, skoro zabrakło oczekiwanych i stanowiących dla wielu o bycie działań. Jak spodziewana nowa w LP "ekipa" w poczuciu potęgi zacznie koło tematu coś majstrować w ramach zasady: "kolega koledze kolegą", szum będzie pewnie jeszcze większy. Dlatego jeśli cokolwiek z tematem robić to kompleksowo. Ja nie wiem jak ten problem najlepiej rozwiązać (osobiście sprzedałbym niemal wszystkie), niech nad detalami myślą ci którym za to płacą. Coś wymyśleć muszą. Na razie trzeba czekać z pytaniami na rozstrzygnięcia polityczne, nowego ministra OŚ i jego dalsze ruchy. Wbrew pozorom sporo wiadomo. Ma trochę czasu, ale nie tak znów wiele, bo obecny spokój i takie dość "życzliwe oczekiwanie" ludzi, nie będzie trwało wiecznie. Na szacunek pracuje się długo. Stracić go można szybko.
właściciel nigdy nie jeździł w terenie, a ja i owszem, ale nigdy automatem


Nawet łatwiej, nie mam utraty mocy na kołach w momencie zmiany biegu (ważne pod górkę i w błocie). Przy 4,7l proponuję nie włączać reduktora, zblokować biegi do drugiego biegu (w cięższym terenie). Reduktor raczej nie będzie potrzebny, tam gdzie trzeba go użyć raczej nie zawitacie tym autem Jeżeli ma ( bo nie pamiętam, która skrzynia tam siedzi ) opcję "full time" i "part time" przy dźwigni reduktora, to włącz tę pierwszą. W razie zakopania się w żadnym wypadku nie szarpcie stalową liną (lubią szumieć uszczelki w drzwiach po takiej akcji ). Proponuję też włączyć "sport" w automacie (będzie kręcił do wyższych obrotów przy zmianie biegów). Ja od dłuższego czasu kulam się automatem (w terenówce) po lesie. Super wygoda
Zbytku cieszymy się ,że widziałeś wreszcie impreze na światowym poziomie Szkoda ,że jesteś taki żenujący .....Jak wrócę z Tokyo (od moch braci,którzy nie mogą uwerzyć co się dzieje w polskim środowisku sztuk walki i jaki poziom reprezentuje viceprezes Pzkb) to przekaże naszym ziomkom , którzy pracują w pocie czola jakie masz zdanie o pracujących Polakach,kilku z nich nawet ciebie zna i wcale nie są zaskoczeni twoim oszołomstwem i dzecięcą arogancją Po za tym trzeba zawsze pamiętać tekst już starej piosenki"szumi dokoła las zbytek na forum wlazl, mąci jak szalony nieźle nakręcony"Wstydź się gladiatorku,wstydź się paskudny zbytku:oops:
fotopolis napisało już pierwszy krótki "przed test"
http://www.fotopolis.pl/i...4&lewa=3&e=3178
może faktycznie będzie zamieszanie na rynku amatorskich cyfrowych luster.

Vendeur
To nie tylko matryca, ale także algorytmy odszumiania. Sama matryca nie jest tak rewelacyjna i to chwyt marketingowy.



chcę żeby dzjęcie było bez szumu, (czasem większe iso się przydaje) a to czy to aparat odszumi itd... jest dla mnie sprawą drugorzedną, jeżeli fotki będa mnie się podobać to wszystko OK, nie każdy ma czas i zdolności na siedzenie przed kompem i bawienie sie programami do obróbki.

A ja uważam, żę sam matryca to dużo, ona jest 1/1,7 i szumi (dokoła las ...) lepiej niż matryce 2/3 np. stosowane przez Nikona - moim zdaniem,
a do mniejszej matrycy, z tego co się orientuję, to prościej i taniej jest dorobić "dobry" obiektyw. (Zobacz np. panasa FZ20 i jego szkło, fachowcy twierdzą że zrobienie takiego szkła dla lustra graniczyło by z cudem) i pozatym, mniejsza matryca = większy crop = krótszy obiektyw = krótszy aparat = zadowolony konopia
To mój debiut jeśli chodzi o wierszowanie. Tak mnie naszło, że nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem.

ŻYWIOŁY

WODA

Mówiłaś że deszczu słuchasz
Palcami w okno stukasz
Patrzysz w strugi wody
Obmywające drewniane kłody

Spadające z nieba krople
Przecinają spokój jak sople
A tafla jeziora
Marszczy się niby zmora

Bo jak to bywa w krainie błękitu
Na dalekiej granicy zenitu
Niebieskie smugi wody
Kończą się na granicy przygody

POWIETRZE

Wzrok odwracasz
I już latasz
Ponad lasem zieleni
Wyszukując kropek bieli

W powietrza szumie
Jak w jakimś tłumie
Wiatr we włosach
I w polnych kłosach

Szelest liści zielonych
Z potworem mylonych
Jednak strach cię omija
Bo podświadomość go zwija

ZIEMIA

Lądujesz wśród traw
Koło tysięcy drewnianych ław
Siadasz na kłodzie
Jak na kruchym lodzie

Już sucho jest wszędzie
A może jesteś w błędzie
Las jak tajemnica
Nigdy nie wyjawi lica

Czujesz świeży zapach
Ten sam co po latach
Bo przyroda ta sama
Nawet z samego rana

OGIEŃ

Jasność ogniska
Świecącego z bliska
Ciepło aż czujesz
W ogniu się snujesz

A gdy bliżej podejdziesz
Nigdy nie odejdziesz
Bo ta żółć wśród czerwieni
Nigdy się nie zmieni

Promienie na twarzy
Coś ci się marzy
By ta chwila cała
Bez końca trwała

------------------------------------
Jak kazda miejscowosc nadmorska...
Niefajne dla ludzi z dziecmi, bo 3 dyskoteki na wolnym powietrzu wokol osrodka + 2 karaoke i wszystko to do 2 w nocy skutecznie uniemozliwia sen. Zreszta przez 2 tyg. nie da sie kazdej nocy spedzac na imprezie, nawet, jesli nie ma sie dzieci. Chyba, ze ktos potem spi do poludnia lub dluzej, pare godzin lezy na plazy to potem nocka na takiej imprezie - da sie. Ale jesli spedza sie czas aktywniej w dzien (jakies wycieczki po okolicy, rowerki itp) to takie nocne imprezy wykanczaja. Rok temu bylem w Dzwirzynie (kolo Kolobrzega) i dziekuje, nigdy wiecej. Wszystko wzdluz jednej ulicy, do 2 bez szans na spanie CODZIENNIE. Lasu tyle co kot naplakal (tylko wzdluz brzegu) miejsca do spacerowania, wyjscia z dzieckiem to tez tylko jakies uliczki miedzy kwaterami/osrodkami z ruchem samochodowym - porazka. CHociaz calosciowo nie wspominam tamtych wczasow zle, ale Dzwirzyno jest marne. Nie polecam. W Pobierowie tez sa dyskoteki, nawet kino a kwatery i osrodki sa w lesie, masa sciezek w tym lesie, samo "centrum" to handel, zarcie i picie, wiec kazdy bedzie usatysfakcjonowany. Dzwirzyno to w zasadzie plaza i nocne dyskoteki pod golym niebem. Owszem, dalej sa prywatne kwatery, ale, jakby w polu, to w Pobierowie szum drzew, las, las i jeszcze raz las.
Ene, due, rabe, Chiczyk goni żabę
A żaba Chińczyka, co z tego wynika:
Jabłko, gruszka czy pietruszka?

A z piosenek:

Szumi do koła las, Hitler na motor wlazł,
Pędzi jak szalony, zgubił kalesony
Pierdnął i motor zgasł.

I jeszcze wierszyk:

Nie do rymu, nie do taktu,
wsadź se dupę do kontaktu
A w kontakcie wielki prąd
I wyleci dupa w kąt.
np. szumi dokoła las, dziadek na babke wlazł....

pamietam jeszcze pieśn : Na świecie, na ziemii szerokiej jest wiele i ludzi i miast. są kraje bogate w uroki, byc może piękniejsze niźli nasz, dla nas jedna ty, dla nas pierwsza ty, jesteś tym czym matka jest dla syna, dla nas jedna ty , dla nas pierwsza ty, ojczyzno najdroższa jedyna. To był hymn szkolny śpiewany przezd każdym apelem takim smętnym, ponurym głosem...
Prześlicznie było na wsi. Lato gorące, pogodne, żółte zboże na polach, owies jeszcze zielony, na łąkach wielkie stogi pachnącego siana, a bociany przechadzają się powoli, na wysokich, czerwonych nogach i klekoczą po egipsku, bo takim językiem nauczyły się mówić od matek. Dokoła wielkie lasy, cieniste, szumiące, a w nich głębokie i ciche jeziora. Prześlicznie i cudownie było na wsi.

Na pochyłości wzgórza jasne słońce oświetlało stary zamek z wieżycami i gankami, otoczony murem i szeroką wstęgą wolno płynącej wody. Z muru zwieszały się pnące rośliny, a wielkie liście łopianu schylały się aż do wody. I było pod nimi cicho i ciemno, jak w cienistym lesie.

Pod jednym z takich liści młoda kaczka usiała sobie gniazdo i siedziała na jajach. Nudziło jej się bardzo, bo żadna z sąsiadek nie miała chęci w tak piękną pogodę rozmawiać z nią o tym, co słychać na świecie. Każda wolała pływać po przejrzystej wodzie, pluskać się i osuszać na ciepłym słoneczku, a ona tylko jedna, jak przykuta, siedzi w cieniu na gnieździe.
Hola, hola to nie tak - nie identyfikuj tu ze mną niczego
jako, że w kwestii zapisu nutowego pozostałem na etapie "Szumi dokoła las..." bez pomocy osób kompetentnych jedyne co zdołam upichcić to tabulatura

tym bardziej że mam jeden problem - w skali bluesowej podchodzą mi dwa różne tempa jedno do zwrotek a drugie do refrenu i muszę obrać jakiś kompromis

chwilowo w tym ginę
Te wiersze, które tutaj są zamieszczone są świetne. Bardzo mi się podobają, no może poza wierszami "Barwy narodowe", "Róże dla Safony" i "Cumulus".
Poszukałam innych i ten jest cudny:

Ballada

Lilie o żółte lilie w krwawnikowe cienie -
mówi młoda księżniczka o włosach w pierścienie -
wraca ten co mą duszę skuł kiedyś w cierpienie
i pytam się was lilie w krwawnikowe cienie
co się stanie gdy wejdzie pod zamku sklepienie
czy kwitnących lip jasność śćmi welon tęsknicy
a piękny rycerz Nemrod o zielonym piórze
wypatrzy prawdę smętną w mej trwożnej źrenicy
i rzuciwszy mi do nóg dostane dziś róże
odjedzie precz za lasy w spuszczonej przyłbicy?
Odrzekły: co zgasło już się nie rozżarzy
i smutek nie zawiśnie w lip szumiącym kole
nie rozstąpim się w wietrze na kształt wirydarzy
przed rumakiem rycerza puszczonym na wolę -
bo się nigdy sen jeden raz wtóry nie marzy
Wszystkm rozumiejącym stan, w jakim znajduje się istota ludzka po spożyciu wielkiej ilości alkoholu serdecznie dziękuję.

Rozumiem, że znacie te odmienne stany świadomości.

zastosowałem wszystkie sposoby na kaca na raz i jutro i po jutrze pić nie bedę.

Już mi trochę lepiej ale jeszcze lekko szumi do koła las.

Może do pojutrza przejdzie

pozdrawiam

Ball Kani
Kwietna przechadzała się niedaleko Siedlisk Dwunogów. Nie pamiętała już, od jak dawna tutaj nie była. Na dobrych parę miesięcy opuściła Las i gdzieś poszła, nie wiedziała nawet gdzie... I po co. A teraz szła przez ten sam Las, który kiedyś dał jej pierwsze w życiu schronienie, koło tej samej groty, którą zamieszkiwała. Jeszcze jako samotniczka.

Trawy poruszyły się i oczom obu kocurów ukazała się postać gibkiej, rudej kocicy, z modrymi oczami prześwietlającymi na wskroś. Kotka przysiadła na trawie, po czym miauknęła dźwięcznym głosem, przypominającym szum wiatru.
-Witam- powiedziała.
-Jestem Kwietna Struga z Klanu Słońca- przedstawiła się, czekając na odpowiedź co do pytania, którego nie wypowiedziała. Ale przecież było tak oczywiste.
ostatnio oglądałem zdjęcia u kuzynki, która była ze swoim mężem na wyspach bałtyckich...
gdzieś tam na wyspie jest dzwon z promu estonia. podobno stoi się nad brzegiem morza, wokoło słychać tylko wiatr, szum morza i absolutną ciszę. teren jest całkowicie wyludniony. przy silnych wiatrach dzwon z promu dzwoni. podobno ciarki przechodza po plecach.

w kolejnym miejscu znajduje sie waska sciezka wgłąb morza. idziesz sobie taką scieżynką jakieś 2 kilometry wgłąb morza a dokoła tylko woda omywa ci nogi. absolutna cisza, wokół tylko morze. aż strach pomyśleć co by się mogło stać gdyby nagle pogoda się załamała.
ciekawe i fascynujące miejsce.

byliście w jakichś miejscach gdzie można się poczuć dziwnie? gdzieś, gdzie czujesz jakby ktoś na ciebie patrzył...? są w polsce takie miejsca, z których chciałoby się uciekać (prócz każdego ciemnego lasu o północy...)?
Leżenie na wznak i patrzenie w sufit. W ilu miejscach, w ilu łóżkach. Są
sufity bez wyrazu, białe i gładkie, po których wzrok ześlizguje się
bezradnie. Myśli jeżdżą na łyżwach, w koło, w koło. Piruety, nawroty,
leitmotivy. Zamykanie oczu sprowadza sen, w który wpada się jak do płytkiej,
zarośniętej rzęsą sadzawki. Wynurzenia, zanurzenia, biały szum pod
powiekami. Uszy zapchane watą. Świadomość wstaje z siebie, podchodzi do
drzwi, łapie wyobrażeniem za klamkę, porzucając zarys ciała pod kołdrą. Wata
w uszach, każda powieka jak ołowiane drzwi bunkra.
Stare sufity obrastają w wątrobowe plamy i zacieki, w fantastyczne fryzury
pajęczyn, w grawerowaną koronkę solennych pęknięć. Z półcienia wynurza się
półprofil wiekowej damy, grożącej filuternie palcem. Kiedy usychające słońce
przesunie się za zasłoną, dama nabierze geometrycznych zarysów i rozpłynie
się ostatecznie w masie trójkątów i kwadratów. Tuż nad głową rośnie mapa
kraju, w którym chciałoby się mieszkać. Widać zdecydowany zarys wybrzeża, a
nawet poszczególne grudki bursztynu rozsypane na plaży. Morze szumi. Mapa
obraca się wokół własnej osi w miarę, jak z tupiącego głośno zegara wysypują
się kolejne godziny. Góry zarastają cieniem, miasta milkną, a lasy rzedną.
Po świetnej ongiś metropolii chodzi teraz pająk. Można nawiązać z nim
kontakt, nawet dialog. Pająk pisze odpowiedzi na pytania, które mu zadano,
maczając długie nogi w atramencie popołudniowych cieni. Ciągnie za sobą
gęstniejącą siatkę wieczoru. Drzwi stają się czarną dziurą w jaśniejącej
ścianie. Czy można w ogóle stąd wyjść? Nakryć się z głową, zejść z sufitu,
zapomnieć, zasnąć!

 "Magdalena"  :

Leżenie na wznak i patrzenie w sufit. W ilu miejscach, w ilu łóżkach. Są
sufity bez wyrazu, białe i gładkie, po których wzrok ześlizguje się
bezradnie. Myśli jeżdżą na łyżwach, w koło, w koło. Piruety, nawroty,
leitmotivy. Zamykanie oczu sprowadza sen, w który wpada się jak do
płytkiej,
zarośniętej rzęsą sadzawki. Wynurzenia, zanurzenia, biały szum pod
powiekami. Uszy zapchane watą. Świadomość wstaje z siebie, podchodzi do
drzwi, łapie wyobrażeniem za klamkę, porzucając zarys ciała pod kołdrą.
Wata
w uszach, każda powieka jak ołowiane drzwi bunkra.
Stare sufity obrastają w wątrobowe plamy i zacieki, w fantastyczne fryzury
pajęczyn, w grawerowaną koronkę solennych pęknięć. Z półcienia wynurza się
półprofil wiekowej damy, grożącej filuternie palcem. Kiedy usychające
słońce
przesunie się za zasłoną, dama nabierze geometrycznych zarysów i rozpłynie
się ostatecznie w masie trójkątów i kwadratów. Tuż nad głową rośnie mapa
kraju, w którym chciałoby się mieszkać. Widać zdecydowany zarys wybrzeża,
a
nawet poszczególne grudki bursztynu rozsypane na plaży. Morze szumi. Mapa
obraca się wokół własnej osi w miarę, jak z tupiącego głośno zegara
wysypują
się kolejne godziny. Góry zarastają cieniem, miasta milkną, a lasy rzedną.
Po świetnej ongiś metropolii chodzi teraz pająk. Można nawiązać z nim
kontakt, nawet dialog. Pająk pisze odpowiedzi na pytania, które mu zadano,
maczając długie nogi w atramencie popołudniowych cieni. Ciągnie za sobą
gęstniejącą siatkę wieczoru. Drzwi stają się czarną dziurą w jaśniejącej
ścianie. Czy można w ogóle stąd wyjść? Nakryć się z głową, zejść z sufitu,
zapomnieć, zasnąć!



O, nie ma jak to dobre przeszkolenie z public relations.



Ja bym dał faciowi przeszkolenie, będąc radnym Żoliborza.
Na razie daję pewien link:
http://referendum.pkw.gov.pl/sww/gminy/14/65/01RA.1.html

To wyniki referendum europejskiego na Żoloborzu.
Sugeruję dokładnie przyjrzeć się diagramowi kołowemu z wytłuszczoną obok
liczbą 84%.

Tyle osób powiedziało TAK dla unii, zatem niech żaden importowany prawiczek
nie pitoli tutaj o patriotycznym wychowaniu cudzej młodzieży i cyniźmie

zrobić jedną rzecz: kupić mu bilet na pospieszny 2kl. nach Liegnitz z
czerwoną dedykacją na rewersie "Paszoł won i wracać!"
Ale doszedłem do wniosku,  że sensowniej będzie go wywalić z Warszawy tam,
skąd przyleźli jego przodkowie do dolnośląskiej Legnicy, czyli do jakiegoś
Włodzimierza Wołyńskiego, Homjela czy Nowogródka.  Tam należy go wykopać i
niech z Łukaszenką w Grodnie urządza sobie antyunijne, patriotyczne mecyje.
A z inteligenckiego, europejskiego Żoliborza wynocha!

Tak, tak... Jak to bylo? Niewazne, ze Polska bedzie biedna, wazne, ze
bedzie katolicka.



Tak, to powiedział onegdaj czołowy oszołom ZChNu, niejaki Chrzanowski.
Dobrze, że chociaż tego dziada już nie ma, ale żal, że zastąpiły go inne
ciemnogrodzkie gałgany.

Niedouczona  mlodziez bedzie musiala wykazac sie sporym
patriotyzmem, aby pozostac w Polsce.



Tzw. kształcenie patriotyczne przerabiałem przez calutką szkołę podstawową
i właśnie ono, owe przymusowe indoktrynowanie spowodowało DOKŁADNIE
ODWROTNY skutek! Od młodych lat otwarcie odmawiałem śpiewania hymnu,
ślubowania i kpiłem sobie z roty. Robiłem to celowo, na przekór tym, którzy
próbowali mnie zmusić do patriotyzmu. Dzięki nim właśnie wyrosłem na
kosmopolitycznego beznarodowca, opowiadającego się za otwartymi granicami i
swobodą migracji. Tak, jak odmawiałem recytowania wierszy o miłości do
Polski (socjalistycznej wówczas), odmawiałem śpiewania Szumi dokoła las,
tak wymigałem się od woja (a zwłaszcza przysięgi), tak konsekwentnie
opowiadam się na internacjonalizacją Europy i rugowaniem z władz wszelakich
narodowców, radykałów, czy doktrynalnych katoli.

Witam,

Poniewaz czasy sie zmieniaja, chcialem przypomniec mlodszym rocznikom jak to
kiedys bywalo.
I bywalo bardzo powaznie -:)))
Przykladem niech bedzie wiersz Władysława Broniewskiego pod tytulem Pierwszy
Maja.
Akcenty warszawskie sa widoczne.
Zastanawiam sie tylko dlaczego autor wspomina o placu Grzybowskim -:)))
Gdy mialem 10 lat Ojciec prowadzal mnie w okolice placu Defilad.
Ale moja moze pamiec juz nie ta -:))
Tam sobie patrzylismy na to swego rodzaju widowisko.
A potem lody, wata cukrowa, kapiszony, korki, balony i jeszcze wiele innych
atrakcji.

A teraz poezja: -:)))

Temat? - jak rzeka. Miejsce? - świat.
Cel? - szczęście. Wróg? - kapitalizm.
Myśmy widzieli świat spoza krat,
kraty pękły od młota ze stali.

My pójdziemy Pierwszego Maja
ulicami stolic tego świata,
my za ręce się będziemy trzymali,
my każdego przyjmiemy jak brata...

Każdego? - nie!
bo jest gniew,
bo są banki, kajdany i trony...
Nasz sztandar? ... Jego kolor czerwony,
"bo na nim robotników krew".

Myśmy szli, raczej nasi ojcowie
(ileż to lat?...),
w Warszawie, w Łodzi i w Żyrardowie
myśmy szli na Pierwszego Maja

jak na bój!
Trony, banki się jeszcze trzymają.
Trzymaj sztandar,
bo twój.

Był rok Piąty, był Siedemnasty,
błysnął Petersburg: natchnienie-miasto,
była dokoła wroga banda,
błyszczał Październik: sztandar!

Ten sam sztandar szumiał nad Madrytem,
pieśń szumiała tym samym rytmem,
na placu Grzybowskim, jak dziś pod Grammos,
w sercach i w pieśni było to samo.

Nie będzie tronów, nie będzie banków,
złamiemy fronty Kuomintangu,
nie będzie City i Wall Street,
błyśnie wolności świt !

Pokój, pokój, pokój narodom,
braterstwo dla wszystkich ras,
w przyszłość - pierwszomajowym pochodem,
wyżej sztandarów las!

Złot, kielnia, młotek, kilof i pióro,
pług za traktorem, mosty w dal.
I ty tam pójdziesz, literaturo:
słowo - stal.

(Kilkadziesiąt) lat
liczy Pierwszy Maj.
Towarzyszu, masz zdobyć świat.
W trudzie trwaj.

Wiersz ukazał się w tomiku pt. "Wybór wierszy na uroczystości szkolne" w
1970 roku.

Pozdrawiam
Szuwaks

http://www.glos.com/index.php?&art=40-14&enc=iso&dz=gp

W promieniach sierpniowego słońca czekamy na odjazd autobusu numer 57.
Na białym od upału niebie odcinają się majestatyczne wieże katedry. Tuż
obok Dworca Śródka wesoło obracają się koniki. Na łyk adrenaliny z dużej
karuzeli łańcuchowej nikt nie ma ochoty. Nasz krótki autobus za kilka
minut ruszy w podróż. Pojedzie jedną z najbardziej malowniczych tras w
Poznaniu.

Fot. - ZVIAD GLONTI/MACIEJ MOSUR 2X

   BARTOSZ TRZEBIATOWSKI

Na razie jednak w pojeździe panuje letnie odrętwienie. Na ostatnim
siedzeniu rozparł się młodzieniec z olbrzymim tatuażem Indianina na
plecach. Na pytanie dlaczego nie założy koszulki, rzuca z pewnością
siebie Bo mi gorąco, a poza tym możesz sobie popatrzeć na moje tatuaże.
Są ,,cool'' nie?

Dalsza dyskusja urywa się bo autobus już skręca na rondzie Śródka w
ulicę Jana Pawła II. Na skrzyżowaniu stosy kamieni, płyt oraz zwały
piasku. To efekt wymiany sygnalizatorów. Niebawem będzie nowocześnie. Na
razie kierowcy muszą się męczyć bez świateł.

Zanim skręcimy w ulicę Majakowskiego, warto rzucić okiem na panoramę
Malty. Taki widok na tor regatowy mają przed sobą jedynie kajakarze i
wioślarze. Nasz Neoplan pędzi po ul. Majakowskiego, łagodnie pokonując
jeden z najbardziej zdradliwych zakrętów w Poznaniu. Iluż kierowców
jadąc w przeciwnym kierunku zaliczyło w tym miejscu dachowanie? A zakręt
wydaje się taki niewinny. Po chwili Kopiec Wolności, który powstaje,
powstaje i powstać nie może. Ostatnie sypanie piasku datuje się na
styczeń 2002 roku. Od tego czasu prace stanęły w miejscu. To
niesamowite, że w epoce Internetu i supernowoczesnych technologii tak
prozaiczna budowla jak kopiec przerasta nasze możliwości...

Autobus staje na przystanku ,,Biała Góra''. Wzgórze o tej nazwie wznosi
się po lewej stronie ulicy. Mijamy przydrożną kapliczkę z Matką Boską,
której figura stoi opodal wjazdu na osiedle Przemysława. A za chwilę
można odnieść wrażenie, jakby miejski autobus pędził górską serpentyną.
To słynny zakręt o 180 stopni z ulicy Majakowskiego na Browarną. Po
prawej mamy widok na Staw Browarny, z którego szumiąc wypływa śluzą
Cybina. Do autobusu wdziera się zapach lasu, a za moment widzimy kolejny
Staw Młyński i imponujący hotel-restaurację ,,Młyńskie Koło''. To już
Antoninek. Ulicą Światopełka docieramy do wylotowej ulicy Warszawskiej z
widokiem na fabrykę Volkswagena.

Kierowca wjeżdża na ulicę Mogileńską, staje i z zadowoleniem wyciąga
tablicę z napisem ,,zjazd do zajezdni''. Daleko nie pojedzie. Garażownia
,,Warszawska'' znajduje się za płotem

Zaraz, zaraz, zdecydujcie się w końcu,



Mowie tylko za siebie, porosze sie do mnie odzywac w liczbie pojedynczej.
:-)
Moze Ci sie wydaje ze rozmawiasz z tlumem ludzi o jednolitym
antypogladzie, ale chiba tak nie jest.

To o co taki szum w ogóle;-)) O jeden kontener (no i budę dla tych
piesków)?;-)) I za co te Patrioty?;-))



Stany zjednoczone Ameryki Polnocnej obstawiaja swoimi bazami wojskowymi
cala Europe Wschodnia. Wlasnie parlament Bulgarii przeglosowal
pozwolenstwo na otwarcie czterech baz USA.
Stany najwyrazniej chca miec bazy we wszystkich na ile sie da krajach
Europy srodkowej i wschodniej, do tego stopnia ze nawet jedna
baze obrony powietrznej ROZDZIELILI na dwie bazy, zeby tylko postawic
toto w dwoch krajach Polsce i Czechach.

Mozna by dlugo spekulowac na temat - dla czego tak robia, ale najwyrazniej
tego wlasnie potrzebuja NA DZIS. To nam sie wydaje w naszym
Tiutiurlistanie ze jestesmy pepkiem swiata, natomiast prawda jest taka
ze po postawieniu baz w Bananerze Poludniowej i Bananerze Srodkowej,
chca miec tez "zaczep militarny" w postaci bazy i w Bananerze
Polnocnej. Do czego faktycznie im te bazy to nie wiem, natomiast
moim zdaniem rakiety sa tu drugorzedne.
Albo inaczej - moze sa im potrzebne, ale gdyby Iran byl troche
gdzie indziej to by sie okazalo ze szalenie w Polsce im potrzeba bazy
marynarki wojennej albo lotniska dla lotnictwa strategicznego.
W kazdym razie Amerykanie zakladaja SIEC BAZ, a nie "buduja baze
w Polsce". Zachowujemy sie troche jak te wiewiorki ktore widzac
drwala z siekiera msla ze to chodzi o to ich drzewo.
Ich szczegolne wyjatkowe drzewo.
Tymczasem tak na prawde to nie chodzi o jedno drzewo, tylko
trwa planowy wyrab hektara lasu.
:-D

Dla tego baza w Polsce powstanie, niezaleznie od naszych zdan na ten temat.
Tyle ze bedzie to zwyczajna placowka hamerykanska numer siedemsetfafnascie,
w kraiku gdzies kolo Rosji.

Michal

No, ja tez bede...
Jak zacznie cos szumiec dokola (ale nie las) to znaczy, ze zblizam sie razem z kadyszka
Kolego XgrzesX,
Jeśli już tak bardzo chce Pan usunąć ten szum, może Pan zastosować metodę podpowiedzianą przez p. Piotra, wykorzystując do tego freeware’owy program Audacity. Nie umywa się on oczywiście do produktów SonicFoundry, ale jak się nie ma, co się lubi...
W tym celu:
1. Za pomocą jakiegoś audioedytora (np. z Ulead Media Studio Pro) zgrywa się ścieżkę dźwiękową filmu do pliku wav, a następnie kładzie ją na osi czasu Audacity,
2. Teraz trzeba znaleźć taki fragment audio, w którym słychać tylko wiatr i zaznaczyć go
3. Z zakładki Efekty wybrać opcję Odszumiacz i w tzw 1-szym kroku pobrać zaznaczoną próbkę szumu
4. Teraz trzeba zaznaczyć obszar przeznaczony do odfiltrowania i ponownie wybrać opcję Odszumiacz. W 2-gim kroku, za pomocą suwaka określić stopień (głębokość) odszumienia. Czynność tę trzeba wykonać z wyczuciem, by wraz z odgłosami wiatru nie usunąć innych dźwięków na ścieżce (które i tak zostaną mniej lub bardziej zniekształcone, z uwagi na możliwość występowania w ich widmie identycznych tonów, jak w szumie wiatru. Trzeba też mieć na uwadze to, co powyżej opisał Kol. Piotr; program zredukuje, przez odwrócenie fazy tylko te tony, jakie zawiera wzorzec. Inne pozostaną).
5. Zapisać oczyszczoną ścieżkę i podstawić ją do filmu zamiast ścieżki zaszumionej. Uważać, by nie wypaść z synchronizacji obrazu i dźwięku.

Jak więc widać, można dokonać lepszego lub gorszego odfiltrowania szumu.
Tylko po co?
Znacznie łatwiej zredukować te niepożądane dźwięki w procesie montażu filmu. Skutek będzie lepszy lub gorszy, w zależności od pomysłowości montującego, ale sądzę, że i tak lepszy od opisanego powyżej.
Np.:
1. Jeśli dodany został podkład muzyczny, wystarczy wyciszyć całkowicie lub częściowo szum wiatru wprost na ścieżce audio tak, by w tym miejscu słychać było tylko lub głównie muzykę.
2. Jeśli to wyciszenie razi, podstawić w tym odcinku fragment audio tego samego filmu, gdzie nie ma wiatru. Jeśli nie są to wyraźne rozmowy, nikt nie dostrzeże fałszerstwa.
3. W większości programów edycyjnych są biblioteki audio, zawierające różne dźwięki otoczenia (z chrząkaniem świnek włącznie ). Warto też stworzyć własne, dłuższe frazy dźwięków otoczenia; szum ulicy, lasu, morza, odgłosy samochodów, samolotu, nieartykułowanych rozmów, a zwłaszcza ćwierkanie i śpiewy ptaków. Z zależności od sytuacji podstawia się te dźwięki zamiast lub obok ścieżki filmowej.
4. Nie da się oczywiście zastosować tych sztuczek tam, gdzie wiatr zagłusza np. koncert lub wyraźną i ważną rozmowę. I tylko tam można próbować metody, podpowiedzianej przez p. Piotra, a opisanej powyżej.

Pozdrawiam - Ryszard
Jest slabo.... chyba p...ne PQI zjadlo wszystkie zdjecia ze zlotu ...

EDIT: dało radeczki, snimy sa, tylko pytam..... kto ustawił w aparacie ISO 1600?? To amatorska puszka, nie zauwazylem tego iso, i niestety szumi dokola las
Szumi dokola las kogut na kurke wlazl.Dmuchnal miedzy piórka,psiakrew,gdzie ta dziurka?Psiakrew,gdzie dziurka ta?
Nie jestem w tym dobry, więc rewelacji nie będzie.

16. Po chwili doszło go, że leży na czymś wilgotnym, miejscami kłującym. W dodatku otaczał go nieprzyjemny chłód i charakterystycznie łagodny szum, co wszystko razem nasuwało mu tylko jedną myśl - jest w lesie.

17. gdy tylko poczuł korę na plecach z westchnieniem ulgi oparł się o nią.

18. Schylił się, co nieoczekiwanie przy wyprostowanych nogach nie miało prawa zajść.

19. Dobrze, że Kubuś Puchatek znał angielski, rozumieliśmy, co mówi.

20. Zbudowany był muskularnie, a w rece miał miecz

21. Była to kobieta szczupła o wyrazistych rysach twarzy tworzących z niej z pozoru milutką. Pryskające szczerością oczy były tylko ścianą, za którą kryło się jej prawdziwe ego. Długie, blond włosy, na widok których mężczyźni zakochiwali się w Balbince, a potem kończyli pod wiekiem trumny, spływały płynnymi falami na jej kobiece ramiona

22. Dom był jak zamek królowej Anglii, z jedną różnicą, rodzina królewska pewnie dbała o miły zapach w swoim domu, a Tygrysek widocznie wolał nieświeże powietrze, gdzie jedyną wonią był zapach pieczonego kurczaka dochodzący z kuchni.

23. - stwierdziła spokojnie kobieta, jak zwykle opanowanym i spokojnym głosem.   

24. Mimo panujących w pokoju ciemności, (paliła się zaledwie jedna świeczka na stole) zabójczyni starała się dostrzec twarzy zleceniodawcy, ale była ona skutecznie ukryta w mroku.

25. Najemniczka przeżyła, tylko dlatego, że ukryła się w niewielkim kredensie z zastawą, jednakże reszta jej familii już nie zdążyła.

26. . Dziewczyna ta nie wyglądała nazbyt atrakcyjnie, co tu dużo mówić, była po prostu brzydka i śmierdziało od niej potem. Nie przeszkadzało to jednakże spragnionemu mężczyźnie, który to musiał przecież rozładować napięcie, jakie zgromadziło się w nim w ciągu tego tygodnia. Wyrżnął kilkukrotnie, brutalnie i boleśnie, tak jak to miał już w zwyczaju, ową dziewczynę, po czym zmęczony, nader wyczerpującym dniem, położył się spać
szumi (dokoła las...)
Anielec

Zaplątał mi się
anioł
we włosy
mówi że
nieopierzony

paznokcie poobgryzane

Zaplątał mi się
człowiek
do serca
mówi że
lubi samotność

poznajemy się po paznokciach

leśne impresje

przyzywają mnie lasy
pulsujące ciszą nieme silne drzewa
o stopach spowitych atłasem mchów

więc zostawiam za sobą to nachalne życie
witam chwile bezwstydne bo bardzo samotne
milkliwy stan czucia oddaję w szum liści

zdaje mi się że słyszę
jak do mnie szepczą skrywane tajemnice
leśne duchy

jeziorne impresje

w październikowy dzień
gdy na liściach
spoczęły słoneczne odblaski
jezioro
w rozproszonym świetle
nabrało ciszy w usta

tak trwaliśmy
aż po horyzont wylała krew
z naszych oddechów

jeziorne impresje II

boli mnie cisza
wylana nad wody bytem

puchną nozdrza
od parującej wszechwoni

kłują oczy
zamglone iskrzeniem kropel

ale nie dręczy już serce
znieczulone wdziękiem jeziora

miniatura o wierszach

czytam wiersze
dla tamtej, do tamtej, o tamtej pisane
i zazdroszczę jej i obwiniam ją i nadal czytam
jakby to były wiersze dla mnie
Panie Leśmianie

miniatura nocna

wietrzę pokój po nocy z minorowych myśli
Fryderyka nokturny przeganiam za szyby
niech biegną gdzie skarb mój

miniatura ekologiczna

zarasta mnie trawa zielona
jeszcze z przemyśleń kiełkująca

zarośnie mnie trawa zielona
gdy wszystko zrozumiem do końca

miniatura o nas

moje łzy pachną twoją wodą kolońską
twoje ciało nosi ślady moich kształtów
jesteśmy zapisani

po sekcji

wiem że papierem wypychają klatkę
by nie zapadała się pod ubraniem

szwy wtedy są tylko niedbałym ściegiem
spomiędzy którego wystają strzępy słów

teraz kiedy pieszczę skórę
bo lubię miękkość oraz dotyk ciała

myśl odczytuje szeregi martwych zdań
które zadrukują moje wnętrze

czas

chodzę uśmiecham się
w sobie ciągle odliczam zegary

kolejne budziki gasną więc odsłuchuję
czas niemo płynący przeze mnie

wszystko jest zagadką
i rozwikłaniem zagadki

a tam z gałęzi dębów
znów spadają żołędzie
1. W klasie maturalnej jechałam autokarem na nocne czuwanie do Częstochowy. Już na finiszu poczułam, że dopada mnie będąca największym utrapieniem choroba lokomocyjna. Ruszyłam więc żwawo w stronę wyjścia, mając zamiar poprosić kierowcę o zatrzymanie pojazdu. Niestety drogę zastąpił mi katecheta. Zanim zdążyłam wyjaśnić mu o co chodzi... niestety, stało się. A biedny katecheta znajdował się w polu rażenia:)
2. Jakiś rok później jechałam sobie z kolegami samochodem. Tym razem podstępny przewód pokarmowy dał mi się we znaki w odmienny sposób: poczułam, że koniecznie, ale to koniecznie muszę zwiedzić ustronne miejsce. Na szczęście niedaleko szumiał las. W panice pobiegłam przed siebie przez doły i pokrzywy, po to, by nie wytrzymać na samej mecie. Do domu miałam jeszcze ładnych parę godzin jazdy. Spędziłam je na sztywnym siedzeniu bez ruchu i modleniu się, by nikt nie odgadł co miało miejsce w lesie. To była moja najgorsza podróż w życiu.
3. Na dość szumnym pokazie walk rymcerskich przechodziłam tylko koło dwóch walczących. Trochę zbyt blisko. Jeden cofnął się, wziął zamach i... trochę nie wcelował, więc obyło się bez dekapitacji. Karetkę jednakowoż trzeba było wezwać, a pamiątkę po tym wydarzeniu noszę do dziś:)
4. Pobyt w Pieninach, miłe towarzystwo. Postanowiłam upiec racuszki. Kiedy mieszałam ciasto, ktoś zawołał mnie przed budynek. Wyszłam w klapkach i przejechałam jak długa po zalegającym wszędzie błocie. Zamiast więc wrócić do kuchni, pobiegłam zrobić ekspresowe pranie. Kiedy wyszłam rozwiesić odzież na sznurku, znów poślizgnęłam się z tym samym efektem, brudząc ostatnie normalne ciuchy jakie miałam. Po przebraniu się w dres usłyszałam, że w kuchni jest potwór. Potworem było moje ciasto, które wylało się na stół. Zdrapane z niego nie miało już szans, więc spaliłam je razem z patelnią.
5. Noc nad Belgradem, osiemnastka Złomiarza. Stadko dziewuch mknie opustoszałą ulicą, ściskając w garści po butelczynie urodzinowego wina. Czoło peletonu zatrzymuje się przy latarni i wsuwa kapsel butelki pod klapkę dla elektromonterów, chcąc w ten sposób dostać się do upragnionego napoju. Dogania je Haletha, która z niewyjaśnionych przyczyn (jest trzeźwa) myśli, że koleżanki chcą butelką rozmontować latarnię celem wywołania na przejściu zielonego światła.
- Chcecie To otworzyć?
- Tak.
- A nie lepiej odkręcić śrubki?
Jakiś rok później, turniejowa obozówka. Złomiarz w namiocie bezskutecznie mocuje się z suknią wiązaną na plecach.
- Zasznurujesz mnie?
- Jasne.
Po czym w celu zapewnienia Złomiarzowi dyskrecji wzięłam się za sznurowanie wejścia od namiotu.
W tym roku były Mistrzostwa Europy w Austrii i Szwajcarii. A on znowu się schlał. Jak kiedyś, na ławce, nad jeziorem. z gwiazdami migoczącymi ponad głową. Jesienią roku 2000 toasty brzmiały podobnie... Za konieczność która pcha nas ku łasce! Za kobiety o kobiecych kształtach! Za szum lasu.. Za istnienie azbestu!! Nie wszystko sie zmieniło. Koło nowo otwartego sklepu mięsnego, wciąż ten sam sklep z kapeluszami. W jeziorze wody tyle samo. Na dnie jeziora - jak wtedy tak i teraz - tajemnica. Ja tam w opowieści o radzieckich samolotach nie wierze. Co jezioro, to czołg albo samolot. Wojna nadal podnieca. A on sie znowu schlał. Tez jakby nie zainteresowany wrakami z dna. W 2000 Mistrzostwa Europy były w Anglii. Wtedy mordę po wódzie miał pełną blasku i siły. Dzisiaj jakby osłabł. Poszarzał. Kiedyś wierzył w wyjątkowość która była faktyczna, ale nie warta wiary. Wóda wszystko zaorze. Nie takich geniuszy. Wszystkich zeszmaci.. zgasi światło - i już. Choć nie pozbawia przebłysków. Nie może. Gdyby nie przebłyski, może i przestałby pic. Toasty podobne, ale wypowiadane innym tonem. Bez tej pychy. I jakby były bez znaczenia. Nie każdy widzi różnicę. Mordy wszystkim i zawsze się śmieją o ile nie pija w samotności. Poliki sie czerwienia. Emocje wypływają z kącików ust.. Najczęściej pod postacią piany, śliny albo krwi. Piękne zjawiska wciąż są w okolicy, ale już nie stawiają go w centrum. Toasty są całkiem podobne. Za topniejący śnieg. Za wilgoć w naszych mieszkaniach!!
W 2012 będą Mistrzostwa Europy w Polsce. A on pewnie znowu będzie chlał. Oby mu ławki nie zabrali. Jak zabiorą, pic nie przestanie. Znajdzie nową. Będzie już chlał za euro, nie za złotówki. Te same trunki. Jezioro tez... I morda mu zaczerwienieje. Zapomni o reszcie toastów.. kazda szklaneczkę, wypije do dna w imię jednego - picia.
Okha Hyuga
Dziewczyna ukłoniła się głęboko Genzo. Dziękuje za pozwolenie Sensei. Zaczepna nuta zniknęła z jej głosu, zastąpiona przez szacunek. Chwile jeszcze postała wysłuchując rozkazów dotyczących kolejności warty. Z lekkim zaskoczeniem przyjmując fakt, że ten przywilej ją ominie. Wzruszyła tylko ramionami i z uśmiechem na twarzy ruszyła do wschodniej części lasu po chrust. Szum liści poruszanych przez wiatr uspokajał Okhe. Szeroki uśmiech został zastąpiony przez zamyślenia. Miliony myśli przelatywały przez jej głowę, gdy schylała się po kolejny kawałek drewna. Idąc dalej, dziewczyna doszła nad brzeg jeziora. Gwiazdy migotały odbijając się w tafli wody. Okha położyła uzbierany chrust na brzegu i siadła obok, wodząc ręką po wodzie. Wspólna misja. Tak bardzo nie chce zawieść innych. Ehh mam wrażenie, że jestem tylko ciężarem, zwłaszcza dla Senseia Genzo. Szkoda, że nie jest młodszy…. Urody mu nie brakuje, jakby to Anko – Sensei ujęła. Hmmmm ciekawe co porabia Kazuhiro? Nie wiem czemu ale go lubię. Dlaczego uczucia muszą być takie skomplikowane? Optymizm Taichi’ego, by się przydał na pocieszenie. Tutaj dziewczyna się uśmiechnęła. Przydałoby się też zapoznać z resztą drużyny. Okha podniosła się i weszła na tafle wody. Czuje się taka zagubiona wśród tylu odczuć. Odeszła kawałek od brzegu, po czym uniosła jedną rękę do góry, zatoczyła nią koło. Następnie podniosła drugą robiąc to samo. Jej ciało przeszył impuls i samo ruszyło do przodu. Krecąc się i wyginając, jakby próbowało naśladować płomienie w energicznym tańcu pośród gwiazd. Chwilę to trwało zanim ciało dziewczyny się zatrzymało, a ona sama odreagowała wszystkie zmartwienia. Oddychając głęboko Okha zeszła z jeziora, chwyciła chrust i ruszyła do obozu. Na miejscu zostawiła drewno przy ognisko, by następnie położyć się pod drzewem. Sen dopadł ją prawie natychmiast.
Mi się również tak wydaje. Przykład mojego nieba
(jakby dla mnie mogło wyglądać):
Góry i jezioro, dokoła szumiący las. Cisza i spokój.
Mam nadzieję, że tak to mniej więcej wygląda.
Rozmowa
(a właściwie dwie rozmowy i jedno odwieczne pytanie)

---
- Wujciu, co tak pachnie?
- Las.
- A jaki jest las?
- Las jest dobry...
- Tak jak ty?
- Hmm, być może, ale inaczej... Las przytuli, gdy ktoś się zgubi... Las jest mięciutki jak twoje łóżeczko. Las swoim kołysaniem pozwoli ci zasnąć i będzie cię pilnował. Las nakarmi, gdy jesteś głodny...
- O, to jak mamusia!
- O tak, las jest jak mamusia. Świetnie to ująłeś.
- A jaki jeszcze jest las?
- Las jest jak bajka, jak wierszyk, jak piosenka. Śpiewa. Gra. Las jest muzyką...
...
- Wiesz, wujciu, chyba masz rację - cały czas słyszę jak śpiewa, jak gra... Ja tak gram, gdy jestem szczęśliwy. Słyszę..., o tu... (pokazał na serduszko).
- Szczęśliwy? A co to jest szczęście?
- Szczęście to jest... to jest... O, teraz jest szczęście, gdy idę z tobą, gdy trzymasz mnie za rękę, gdy opowiadasz mi jaki jest las... Gdy mnie nosisz... Weź mnie, wujciu, na barana.
- Hoops! Aleś ty ciężki!
- Troszeczkę. Wujciu, opowiedz mi jeszcze o lesie. Proszę...
- Las jest kochany, miły, dobry, ale czasami także groźny i ostry. Ma igły...
- I kłuje? (Dotyka dłonią mojej, zarośniętej już po porannym goleniu, twarzy.) Jak twoja broda? Wujciu, a co tak szumi? Ty płaczesz?
- Nie, nie płaczę, dziecko. To tylko deszcz...
(Niebo mnie uratowało, bo też zapłakało.)
---

(Kilka miesięcy później, przy świątecznym stole.)
...
- Babciu, czy Bozia jest dobra?
- O tak, wnusiu!
- To dlaczego mnie nie lubi? Dlaczego ja nie widzę? Dlaczego ciebie nie mogę zobaczyć?
- To nie tak! To niesprawiedliwe!
(Babcia z krzykiem wybiega. Zapada przejmująca cisza, wszyscy ukrywają twarze w dłoniach, tłumiąc skowyt wydzierający się z głębi duszy, przełykając łzy...)
- Adasiu, ty widzisz. Widzisz lepiej, inaczej, ale lepiej niż my wszyscy. Oglądasz świat swoim serduszkiem, a teraz nam coś zagraj...
- Wujciu, kocham cię!
(Podchodzi od tyłu, muskając swoją delikatną buźką mój policzek.)
- Ty jednak jesteś beksa! I znowu się nie ogoliłeś...
(Po małej chwili "Cicha noc, święta noc" koi rozkołysane serca, uspokaja roztrzęsione dłonie. Adaś gra i śpiewa, na jego buzi uśmiechają się wszystkie kolory szczęścia..., które widzi i którego może dotknąć jedynie On.)

Poniewaz czasy sie zmieniaja, chcialem przypomniec mlodszym rocznikom jak
to
kiedys bywalo.
I bywalo bardzo powaznie -:)))
Przykladem niech bedzie wiersz Władysława Broniewskiego pod tytulem
Pierwszy
Maja.
Akcenty warszawskie sa widoczne.
Zastanawiam sie tylko dlaczego autor wspomina o placu Grzybowskim -:)))



Tam właśnie gromadziły się poczty sztandarowe, firma pod nazwą Komitet
Centralny, swoi pracownicy ministerstw, no ci lepsi. Było to centrum które
pierwsze szło na trybunę pod pekinem i wokół niej. Otoczone było przez cały
czas przez BOR, Milicję, ORMO, i aktyw robotniczo partyjny. Sąsiednie ulice
Świętokrzyską Królewską, czy plac Felka Dzierżyńskiego ( dziś Bankowy)
gromadziły się poszczególne dzielnice by przejść po Placu Defilad i wykazać
swoje zadowolenie z ładnej pogody. Bo komuniści mieli szczęście zawsze była
ładna pogoda, mogło być chłodno ale przed południem nie padało. Kiedyś w
niedzielę w GG to w kościele na Pl. Grzybowskim zbierało się AK ( wiem od
ojca).
Dlatego też propaganda komunistyczna chętnie przejeła ten plac, a w pobliżu
było "Bagno" a tam można było kupić wszystko.

Gdy mialem 10 lat Ojciec prowadzal mnie w okolice placu Defilad.



Cała Marszałkowska od wczesnych godzin rannych obstawiona była przez
milicję, wszystkie dach, strychy, niektóre mieszkania. Nie wolno było
podchodzić do okien, od rana przyjmować gości, zezwalano dopiero po
manifestacji.

Ale moja moze pamiec juz nie ta -:))
Tam sobie patrzylismy na to swego rodzaju widowisko.
A potem lody, wata cukrowa, kapiszony, korki, balony i jeszcze wiele
innych
atrakcji.



Państwo serwowało kwiaty z kolorowej bibuły a inne rzeczy o których piszesz
to sprzedawali  prywaciarze na codzień obsługujący odpusty. Handel WSS
Społem, MHD, Delikatesy otwierały swoje samochody dla wsiech. Z towarami o
których wiedzieliśmy że na świecie istnieją.

A teraz poezja: -:)))

Temat? - jak rzeka. Miejsce? - świat.
Cel? - szczęście. Wróg? - kapitalizm.
Myśmy widzieli świat spoza krat,
kraty pękły od młota ze stali.

My pójdziemy Pierwszego Maja
ulicami stolic tego świata,
my za ręce się będziemy trzymali,
my każdego przyjmiemy jak brata...

Każdego? - nie!
bo jest gniew,
bo są banki, kajdany i trony...
Nasz sztandar? ... Jego kolor czerwony,
"bo na nim robotników krew".

Myśmy szli, raczej nasi ojcowie
(ileż to lat?...),
w Warszawie, w Łodzi i w Żyrardowie
myśmy szli na Pierwszego Maja

jak na bój!
Trony, banki się jeszcze trzymają.
Trzymaj sztandar,
bo twój.

Był rok Piąty, był Siedemnasty,
błysnął Petersburg: natchnienie-miasto,
była dokoła wroga banda,
błyszczał Październik: sztandar!

Ten sam sztandar szumiał nad Madrytem,
pieśń szumiała tym samym rytmem,
na placu Grzybowskim, jak dziś pod Grammos,
w sercach i w pieśni było to samo.

Nie będzie tronów, nie będzie banków,
złamiemy fronty Kuomintangu,
nie będzie City i Wall Street,



Czy to byłaby przepowiednia do NY ???

błyśnie wolności świt !

Pokój, pokój, pokój narodom,
braterstwo dla wszystkich ras,
w przyszłość - pierwszomajowym pochodem,
wyżej sztandarów las!

Złot, kielnia, młotek, kilof i pióro,
pług za traktorem, mosty w dal.
I ty tam pójdziesz, literaturo:
słowo - stal.

(Kilkadziesiąt) lat
liczy Pierwszy Maj.
Towarzyszu, masz zdobyć świat.
W trudzie trwaj.

Wiersz ukazał się w tomiku pt. "Wybór wierszy na uroczystości szkolne" w
1970 roku.

Pozdrawiam
Szuwaks



Przejedź się na Szustra do  muzeum Broniwskiego a zobaczysz jaką willę ten
piewca komunizmu  zajmował wraz z żoną a jakie mieszkaniabyły wtedy dla
świata pracy.

Pzd Roman


Wszystkie_razem tak..:-)



"Wszystkie razem" to istnieją w trochę ponad 10, a to nie jest już "kilka".
To nie jest też "kilkanaście", uprzedzając kolejną wypowiedź. Wytniesz :?

To chyba nie za dobrze pamiętasz. AFAIK było tylko luźne gadanie, a jest
jak
jest. Pokaż mi zdjęcia latającego z "FU"



Masz chyba rację, pomylilem z 1-44.

Bzdura.



Szumiał las. Z faktem wycięcia przez ciebie mego stwierdzenia że
"superagile" nie jest tożsame z manewrowaniem nieaerodynamicznym też masz
zamiar podyskutować?

Jak "znajdą", powiadasz? Cholerka, a ja zawsze musiałem zarobić. No
popatrz, a mnie się wydawało, że w tej chwili WWS (nie mówimy o
chciejstwie
Suchoja) wcale nie ma planów (ani potrzeby zresztą) produkowania następcy,
a
jak "kasę znajdą" przebąkiwali o modernizacji Su-27 zamiast tego. Co
miałoby
znacznie więcej sensu.



A Su-35, przepraszam że spytam, to co jest :)?

Jak tylko Ci udowodnię, że czarne jest w rzeczywistości białe (żadnych
aluzji do Wałęsy), zaraz robi się nudne? No fakt, powtarza się to bez
przerwy.



Twoje udowadnianie niezmiennie polega na tym że albo tniesz tak by
wypowiedzi przedmówcy straciły sens, i z takimi "plemizujesz", albo wycinasz
to na co nie bardzo mozesz odpowiedzieć, albo masz rację i wtedy to
przyznaję. Faktem jest że latające i zdolne do
służby liniowej myśłiwce posiadający cechę zwaną "superagile", która nie
jest tożsama z manewrowaniem nieaerodynamicznym, co sugerujesz licząc że
zaplączę się w debatę o nowych silnikach, posiadają _tylko_ Rosjanie, co
może ci się bardzo nie podobać, ale zostanie faktem. Możemy sobie do woli
podywagować nad użytecznością takowych rozwiązań na polu walki. Wyświadcz mi
przysługę, i nie myl z Adasiem Moczulskim... Za długo się znamy bym dał sie
złapać na tego typu prymitywne pogrywki z twej strony. Wysil się. Choć
rozumiem że ci go brakuje.

Przykro mi, ale tym argumentem znowu strzeliłeś sobie zabawnego samobója.
Czasem warto poczytać też coś nie pisanego Cyrylicą, bo trwasz w
przekonaniu
(i dajesz mu wyraz), że koło wynalazł radziecki uczony Kołow.



Zanim podyskutujemy o samobójach lub innych formacjach pilkarskich, pozwól
że litościwie pomogę ci z nomenklaturą...

Jest to
przeświadczenie dziecinnie łatwe do obalania:



Słucham...

1. Wyszukaj sobie hasło AVEN, po czym sprawdź, sprzed ilu lat pochodzą
    pierwsze wzmianki o prototypach tego urządzenia.



A ile tych tajemnych "urządzeń" lata obecnie lub jest gotowych do
wprowadzenia w silnikach seryjnych :? Co, rozpoczynamy walkę na prototypy,
teorię i eksperymenty? Fajnie - będzie śmiesznie....

2. W F-22 zastosowano płaskie dysze dwuwymiarowe ze względu na ich lepsze
    własności stealth - zarówno radarowe, jak i w podczerwieni.



Interesujące, zważywszy że takie a nie inne dysze są wynikiem właśnie
prymatu obniżnej wykrywalności nad manewrowością, jak też komplikacji dysz
3D. I jak ma się to do tematu dyskusji, poza dziecinnym "może i gorsze, ale
to na złość"?

3. AL-31FU ma owszem dysze o przekroju okrągłym, ale wcale nie "3D", jak
    AVEN, tylko poruszające się w jednej płaszczyźnie. Czyli łączy w sobie
    wady obu rozwiązań i żadnych zalet (poza zniewalającą prostotą).



Widzisz, ja popełniam błąd a ty powtarzasz go z dziecinną prostotą....
AL-37FU jeśli już.
Albo jeśli "AL-31", to "31FP". I ten, a i owszem, ma dysze wychylane
góra-dół. Tyle że jest tylko jedną z prostszych modyfikacji zwykłego
silnika zabudowana na Su-37 "711". A najprędzej AL-31FM [tyle że to inna
nazwa dla 37FU]
A te dysze które widziałem na stanowisku testowym zapierniczające kółeczka
to wytwór mego derylium...
Buziaczki
ALAMO

Jerzy Wieczorek

ellu bi-s

| Jerzy Wieczorek
| Rozumiem, że  Twoje "ludyczne" podejście do publikacji swoich dzieł
| ograniczasz do PHP.

| nie! bawie sie wszedzie.

Masz szczęście,  wielkie szczęście...



oczywiscie zabawa zabawie nie rowna, dzien dobry, Jerzy :), zupelnie nie tak
dawno bawilam sie swietnie na spotkaniu z Wislawa Szymborska w krakowskiej
Szkole Teatralnej (przy okazji wydania wspomnien Jej dziadka). coz to za
pelna wdzieku kobieta, jakie poczucie humoru, jaka elegancja i dyskrecja w
wypowiedziach na prywatne tematy. fragmenty ksiazki czytal Mikolaj
Grabowski, w pewnym momencie (w trakcie czytania akurat) wypalila sie
zarowka w stylowej lampce na nie mniej stylowym stoliku, przy ktorym
siedzial M.G. zabawnie sie zrobilo ;). a jeszcze bardziej, jak na koncu cala
lampa spadla i sie po prostu stlukla. (bawil sie wtedy i Czeslaw Milosz
razem z publicznoscia).

ale wesolkiem nie jestem!

| To znaczy, że odróżniasz swoją "pisarskość_papierową_ od_virtualnej".
| Tym samym degradujesz medium intrenrtowe do roli "brudnopisu".

| nic podobnego! biore tylko pod uwage sugestie dyskutantow.

Nic podobnego, biorę pod uwagę uleganie sugestiom dyskutantów.



ano biore! a co w tym zlego? jesli sugestie sa sluszne?

| | Może lepiej byś zrobiła pisząc inny - TWÓJ wiersz.

| jak mnie muza znowu zechce uscisnac, to nie omieszkam.

| Nie śpiesz się. ;-))

| niestety. moj temperament jest taki, ze wiersz powstaje mi glowie co
trwa
| czasami dlugo czasami krotko. a potem zapisuje juz bardzo szybko (zeby
nie
| zapomniec), niezbedna kosmetyka i fru na liste ;).

"Niezbędna kosmetyka" - powiadasz.
"i fru na listę ;)" - powadasz.

Tak, teraz - hm... - rozumiem. ;-)



Jerzy, wszystkie moje wiersze powstawaly tak samo, i te, ktore w swojej
laskawosci ;), uznales za skonczone i te w Twoich oczach niedorobione.
wszystkie ukladaja mi
sie w glowie. wiec niestety nie moge sie wykazac dowodem rzeczowym w postaci
kosza pelnego zmietych, pokreslonych kartek, jak bardzo sie napracowalam.
ale myslenie o wierszu, a nie pisanie i przepisywanie i ponowne pisanie, ma
tez swoje zalety: ide i mysle, leze i mysle, siedze i mysle, stoje i mysle,
jade i mysle, a
nawet spie i podswiadomosc za mnie mysli - i hyc, rano wstaje razem z
wierszem. poza tym nie robi sie balagan no i te wszystkie lasy szumiace,
ktore dalej sobie moga szumiec, bo nie zuzywam ich na papier... pomysl tak
sam.

| | Efekt się liczy. Nieprawdaż, Elu ?

| prawdaz. ale czasami moze byc kilka efektow. i dochodzenie do nich
| ciekawe.

| Post factum ?

| Jerzy, a coz tu znaczy post factum? na liscie dyskutujemy, poprawiamy,
| wymieniamy, jak jestem bardzo pewna swego, to nie dam sie ruszyc, jak
tylko
| troche, to wdzieczna jestem, gdy ktos zechce sie do mnie odezwac i
wskazac
| mi slabe punkty. po to mamy te liste.

No tak. Nic dodać, nic ująć.



no, wlasnie. nic dodac nic ujac. poza tym dlaczego jeden wiersz nie moze
miec kilku zakonczen? a malarze nie maluja kilku obrazow na jeden temat? a
muzycy nie pisza wariacji na ten sam temat? ten wiersz zostanie z kilkoma
zakonczeniami. wiersz jest o pozegnaniach. roznych. niech bedzie z roznymi
zakonczeniami. wyjatkowo lubie ten wiersz. oddaje dokladnie to, o co mi
chodzilo: pozegnania sa (dla mnie) wlasnie takie: wylaczenie sie, nawet
jesli zgielk lotniska, dworca a nawet przystanku tramwajowego dokola, z dala
od nieba, bo pozegnanie zawsze jest przykre, czasu tyle ile piasku w
klepsydrze na jajka na miekko, a potem powrot do normalnego zycia i nic sie
nie stalo.

i dla Heniu oczywiscie :-).

Ciepło i serdecznie
:-) J.W.



ja takoz :-) e.

Poranek

Jeszcze mrok panuje wszędzie....
Głos puszczyka w dali słychać.
Zapach lasu dookoła...
Zdrowo tutaj jest oddychać !

Ja wędruję szybko pieszo.
Kazio kręci na rowerze.
Ach Kochani, czy wy wiecie,
jak przyjemnie na spacerze ?

Oto wreszcie czuję zapach,
całkiem inny od leśnego.
Czas więc zatem już najwyższy
grać Kaziowi z siadanego.

Ja przemykam poprzez krzaki,
niczym rączy, zwinny jeleń
a Kazika szarpie, drapie,
przecudowna Wilgi zieleń.

Mrok zaczyna się przerzedzać.
Ptaków trele słychać w koło
i sapanie towarzysza .
- Ludzie jak mi jest wesoło!

By nie tracić chwili czasu,
wędkę swoją już rozkładam,
i cichutko, na paluszkach,
do zatoczki się podkradam.

Miękki zamach ponad głową
i przynęta pluska w wodę.
Kazia pomruk słyszę w dali
trafił znów w jakąś przeszkodę.

Spławik ruszył się, pochylił
i podąża na głębinę.
Kazio z krzaków się wychylił -
nie za tęgą ma on minę.

Ja już w ręku trzymam wędkę
i zacinam płynnym ruchem.
Kazio w trawie się położył,
dziwnie tak, do góry brzuchem!

Opór lekki już poczułem,
Chcę więc żyłkę szybko skręcać
a z daleka Kazia słyszę
jak zaczyna głośno stękać.

Szpic się przygiął, wyprostował.
Trudno, tak też w życiu bywa,
a w oddali głos Kazika
w ten to sposób się odzywa:

Daj mi płatków na przynętę,
To spróbuję pod tym krzakiem.
Tu żeruje gruba ryba -
mówię prawdę -Kazik jakem !

Jasno się zrobiło w koło,
Przycichł odgłos ptasich treli,
a i brania znikły nagle.
Mówiąc jaśniej - diabli wzięli.

Piąta, szósta już minęła
czas nam bardzo szybko leci,
a w oddali - sandacz, szczupak,
daje ranny kabarecik.

Kazio wzdycha, ja wtóruję.
Łódź posiadać i żywczyka,
a skończyła by się w końcu
ich poranna gimnastyka !

Czas się zbierać, siódma blisko
do ośrodka długa droga.
Więc zwijamy się szybciutko
i ruszamy w imię Boga !

Andrzej.



Poranek jak marzenie :-) Dziękuję Andrzeju, bo ten za oknem
był dziś chłodny jak twarz na której zabrakło nam nagle miłości.
Wracając do Skurczy, to kiedy będac w niej piliśmy piwo
przysiadł się do nas starszy tubylec aby pozamieniać
swoje przeróżne opowiesci na nasze pełne kufle.
Jednej z nich nie zapomnę do końca życia. Opowiadał jak przed
laty, niedaleko stąd, pewien mężczyzna uratował jednego z tonących
chłopców, mieszkańców wioski. Sam wraz z drugim utonął na oczach
swojej narzeczonej. Z tego ocalonego chłopaka wyrósł zbój który
nie wahał się podniesć ręki na własnych rodziców, rabował sklepy
az wreszcie kogoś zabił i dostał 25 lat. Nie wiem, ile w tym wszystkim
było prawdy ale wtedy piwo szumiało nam w młodych głowach
i wszystko braliśmy za dobrą monetę. Kiedy zaczynałem pisać,

Pozwól, że ją przypomnę:

    Umrzeć, życie w połowie zostawić
    list, od którego zależeć wszystko miało,
    wieczorne spotkanie z ukochaną wreszcie
    na którą całe to życie czekało

    Nagle do rzeki nie myśląc wskoczyć
    bo się zachciało tędy! wybrać drogę
    dziecko tonące do łodzi podsadzić
    nim wir ostatni własną skryje głowę

    Niesiony prądem krążyć pod brzegami
    gdy ona na brzegu tam czeka, kochana
    aż wreszcie westchnie, wróci do domu
    i może z innym umówi się z rana

    A potem myśleć patrząc po latach
    czy warto było dla tego człowieka
    co z sali skuty wychodzi w kajdanach
    kochaną zostawić, co jednak wciąż czeka:

    ach, gdybym nigdy nie wracał tamtędy!
    lub tylko gapił się z brzegu jak inni
    gdy porwają go ciemne odmęty...

    - To ja  jestem wszystkich jego zbrodni winny
    a tobie kochana... życie jestem winny

| Po prostu mnie rozwaliłem tym postem. Po pierwsze to Prius nie jedzie, bo
| nie jedzie. Przyspieszenie jest marne (11 s vs 6 s), Vmax marny (170 km/h
| vs 230 km/h).
Do 100 dokladnie 10.9 ale jak czesto startujesz od 0 do 100? Czesciej
startujesz od 0 do 50-60 a tutaj juz Prius moglby powalczyc z twoja
szafa.Masz 320 Nm momentu obrotowego,Prius tylko z silnika elektrycznego
ma 400 a do tego 178 ze spalinowego.Dokladajac do tego kontrole trakcji na
sciganiu sie do tej szybkosci i na krotkich odcinkach od swiatel do
swiatel nie bylby bez szans



Jassssne. Co ci da kontrola trakcji jak masz naped na dwa koła.

Tak, maxymalna ma 170 ale ograniczona elektronicznie co oznacza ze do 170
przyspieszam szybko i moge jechac caly czas ta predkoscia bez zylowania
silnika.



A ja mam ograniczoną do 230 km/h. Potem kończy mi się skrzynia. Do 230
przyspieszam szybko.

Tak naprawde po co szybciej jechac? Golfem tez moglbym jechac 230 i

nawet tyle jechalem na pustej autostrdzie ale po co? I tak zaraz musisz
zahamowac bo ktos ci zajedzie droge.Prius na codzienne przepychanie sie
przez korki w miescie jest NIEZASTAPIONY.



A to niby dlaczego jest taki niezastapiony? Potrafi przejechać pomiędzy
innymi autami? Na korki to jest niezastapiony skuter lub motocykl.

Czy ja szybciej przejade twoim

foresterem niz Priusem z miejsca A do miejsca B w zakorkowanym miescie ?
Jaka to radosc z jazdy w korku?



A to co ma wspólnego z marką pojazdu?

Radosc jest wtedy kiedy jedziesz pusta droga

w delikatnym sloneczku w pieknych okolicznociach przyrody.I mi Prius ta
radosc daje,pewnie podobnie jak D`Nickowi.Wspaniale jest jechac wsrod lasu
na silniku elektrycznym bezszelestnie slyszac tylko delikatny szum oponTy
tego nie zrozumiesz bo nie jechales hybryda.



Nie widziałem Priusów kabrioletów. To raz. A dwa to mój silnik w takiej
jeźdize jest prawie niesłyszalny. Gdzie jest ta przewaga? Ile kilometrów
pojedziesz na akumulatorze? Z jaką predkoscią pojedziesz przez ten las? Na
polnej drodze przeniesiesz go przez koleiny? A z piachu to kto cie
wyciągnie. Ja jeździłem dzisja po lesie i po polach. Priusów nie widziałem.
Widocznie bały sie polnej drogi, bo by im się akumulatory przykurzyły.

Nie jechales ale wiesz i sie

klucisz!.Ja Foresterem jezdzilem, nie turbo tylko tym 175 konnym 2.5
litrowym.



Jak pojedziesz turbo to pogadamy.

Jak wspomnialem nie zrobil na mnie wrazenia.Wykonanie Murana jak i

wrazenia z jazdy byly lepsze.



Taaa, miękka kanapa bez osiagów.

Oczywiscie Murano to gowno nie terenowka i w

terenie pewnie forester jest lepszy ale ja w terenie nie jezdze.



Jak to nie jeździsz? A gdzie są te lasy? Na parkingu?

Jak bym chcial sie poscigac (potkreslam slowo BYM) to wsiadlbym w mojego
Golfa ktory ma maksymalna taka jak twoj a przyspieszenie o 1.5 sekundy
mniejsze.Nie ma samochodow idealnych (no, moze poza Priusem :-) ) i
dlatego najlepiej miec co najmniej 2 sztuki i dlatego smieszy mnie ze
chcesz porownywac swojego dinozaura do Priusa i wytykasz osiagi.



A może jeszcze ze cztery sztuki? Przecież po co mieć samochód uniwersalny?
Przecież co to takiego kupić kilka aut po 100 tysięcy i jeździc kazdego dnia
innym?

Prius jest

przeznaczony do czego innego i nie byl projektowany do bicia rekordow
predkosci tylko do ekonomicznej jazdy w wiekszosci po miescie i z tej roli
wywiazuje sie znakomicie.



Taaaak, do ekonomicznej jazdy za ponad 100 tysięcy za kompakta co nie chce
jechać. Gdzie tu widzisz ekonomię?
Gdybym szukał ekonomii to bym kupił za pięcdziesiat kilka tysięcy zł
Mitsubishi Lancera 1,5 i za róznicę w cenie jeździł 150 000 km. Widzisz
róznicę?

Witam,
Chcialem podzielic sie swoimi wnioskami jak w temacie a poniewaz bylo juz kilka takich watkow wiec zakladam nowy. Moja historia jest taka:
1. Na poczatku roku wymienilem tarcze i klocki na Brembo 08.5743.14 i Ferodo Premier
2. Po kilku miesiacach zaczela bic kierownica przy hamowaniu powyzej 90/h. Moge rozpedzic sie do 200 - zadnych drgan czy bicia. Ale biada jesli nacisne (lekko) hamulec i pozwole mu "zarezonowac" - wibratory moga sie uczyc. Silniejsze hamowanie lekko dusi ten efekt. Drzy tylko kierownica, zadnego pulsowania pedalu hamulca.
3. Pierwsza mysl - krzywe tarcze. Ale: nie bylo "awaryjnego" hamowania, nie pamietam hamowania w kaluzy itp. Poza tym tarcze kupilem w sieci Skody a 150/szt , myslalem ze Brembo to nie noname wiec dlaczego by? Pomierzylem wszystko : tarcze z 22.0 miały 21.9, klocki zeszly po 2 mm przez 15kkm od wymiany.
4. Pozyczylem od kolegi mikromierz magnetyczny, zmierzylem bicia i z zadnej strony nie przekraczalo 0.04mm. Wedlug wszelkich danych taka liczba spokojnie miesci sie w normie.
5. Potem bylo sprawdzanie kol, ponowne wywazanie (5g odchylki) lektura Waszych postow i nie tylko, proba eliminacji czastkowego niedowazenia, zamiany tyl-przod itp podobne duperele. Zbieranie roz a las plonal...
6. Potem wymiana profilaktyczna gum stabilizatora, silentblocki itp. Oczywiscie bez zmian.
7. Potem wytrzasarka teleskopow (ktos sugerowal mi lozyska gorne w McPersonach). Nic.
8. Potem "naciagania" na stacji diagnostycznej - zadnych luzow w zawieszeniu.
9. Poniewaz zaczelo szumiec lozysko wiec profilaktycznie wymienilem oba. Wszak to tez element przedniej zawiechy. Profilaktycznie "przy okazji" przetoczylem tez tarcze. Naturalnie bez rezultatu.
10. A moze ABS? Wyjecie bezpiecznika rozwialo moje nadzieje... To nie to.
11. Doszedlem do wniosku ze pozostala mi juz tylko maglownica. Regulowalem wiec sruba dociskowa spawdzajac efekty. Juz powoli zaczalem interesowac sie kosztami regeneracji...
12. W miedzyczasie ponownie zmierzylem mikrometrem tarcze i dalej bicia OK mieszczace sie w granicach kilku setek !!!
13. W akcie desperacji (a co mi szkodzi) ponownie zalozylem swoje stare wysluzone tarcze o grubosci juz 18.5 zamiast 22 czesciowo skorodowane z niepelna (zardzewiala) bieznia i z przebiegiem 140kkm...i...jak reka odjal!!!

Otoz te "wspaniale" Bremba albo sa niejednorodne albo - jak ktos powiedzial - rozhartowane, w kazdym razie po kilku obrotach pod klockiem zaczynaja puchnac i robia to co robia. Dzieje sie to doslownie po 2-3 sekundach lekkiego (podkreslam - delikatnego) hamowania przy duzej predkosci. Po wystudzeniu wszystko wraca do normy.

Pisze to wszystko po to zeby ostrzec was przed pochopnymi wnioskami. Jesli ktos mowi ze bicie glownie bierze sie z tarcz - to na Boga - ma racje! Mimo nowych tarcz, mimo pomiarow bicia i mimo sprzecznosci tych wnioskow.
Druga uwaga : Brembo wymieniane w grupie "lepszych" producentow tarcz (kupione w serwisie Skoda) po przejechaniu 15tys (do dzis) a kilku tys do wystapienia pierwszych objawow jest do kosza. Sprawdzilem dokladniej. Wsrod "niesportowych" Brembo dostepne sa moje 08.5743.14 w internecie nawet za 67PLN (w Skodzie 150!!!) oraz 09.7012.14 nieco drozsze. Niestety nie moge reklamowac bo tarcze kupilem ponad rok temu i troche lezaly u mnie przed zamontowaniem. Teraz wlozylem niemieckie Lemfordery a 200/szt dostepne w sieci Bronowski i auto hamuje jak malina w calym zakresie 200-0. Oczywiscie trzeba pamietac o docieraniu przez pierwsze 200-300km.

Poniewaz ten problem czesto sie przewija przez forum, mam nadzieje ze moje doswiadczenia komus pomoga...
Dzisiaj uczestniczyłem w uroczystości Iszej Komunii św mojej córki chrzestnej.
Z perspektywy wiedzy , którą usiłuję zgłębić widzę jak KK zręcznie manipuluje ludźmi posługując się prawdami i półprawdami. Ostatecznie jednak jestem Mu wdzięczny. Na łonie Kościoła można wyrosnąć i nawet przerosnąć samą doktrynę. Gdy kościelny chórek wyśpiewywał o świętości i apoteozie życia W SŁUŻBIE BOGU na zewnątrz Kościoła szumiał zielony las , namacalny dowód życia , które się odradza każdego roku odmieniając nasz Kraj. "I cała Ziemia stanie się Ołtarzem " śpiewają wierni , a szum wiartru w koronach drzew i intensywne zapachy wiosny wdzierają się przez otwarte drzwi. Bez względu na gusła , które ludzie czynili w takich czy innych świątyniach nasza Ziemia co roku od zawsze staje się pięknie przytrojonym Ołtarzem kipiącym energią życia. Nikt tego nie powinien wykorzystywać , bo wiosna jest świętem życia danym KAŻDEMU. Ulegamy śpiewom fałszywych proroków. To , co uznajemy dzisiaj za Święte jutro stanie się tak samo proste i wyjaśnialne jak niegdyś "boskie " były dla pierwszych ludzi potężne pioruny burzowe. BOJAŹŃ BOŻA jest tym samym co pierwotny strach ludzi przed tym czego nie znamy. Wystarczy poznać ,aby przestać się bać. Wystarczy zaufać jak dziecko swemu Ojcu, a przestaniemy wychwalać boskość. Ojciec kocha boskość w nas , dla Niego dziecko Jego jest boskie samo w sobie. TO NIE MY MAMY SŁUŻYĆ BOGU TAK JAK DZIECKO NIE SŁUŻY NIGDY RODZICOWI - JEST DOKŁADNIE NA ODWRÓT. Nie jesteśmy grzeszni , nie nosimy win. Zbieramy po prostu swoje doświadczenia. Mamy zagrać tu na Ziemi swoją rolę i doświadczać DLA NIEGO. Ojciec jest zawsze obecnym Duchem w Nas. Matka to Ziemia , to nasze ciała i cała materia. TRÓJCĄ ŚWIĘTĄ jest połączenie Ocja , Matki i ich dziecka, czyli - CIEBIE. Nie pozwólmy sobie kodować sobie strachu , lęku i bojaźni. To jest aż tak proste. Łatwo zerwać z myśleniem wpajanym Tobie od dziecka. Wystarczy wsłuchac sie w głos serca. Mnie rytm serca od zawsze kojarzył się z reggae.
dzisiaj w Kościele zdałem sobie też sprawę ,że obrazek , który wisi w każdym niemal Kosciele , na którym Jezus jedną ręką wskazuje na swoje promieniujące wielobarwnie serce , a drugą na .. Człowieka , który patrzy, to przemycona na Obrazie najprostsza dosłowność , klucz do Wszystkiego.
http://landrynka_30.webpark.pl/obraz.jpg
W rytmie reggae serce emituje wszystkie barwy tęczy . Serce jest takim pryzmatem rozszczepiającym światło. Przez ŚWIATŁO Jego serce i każdego człowieka łączy się w JEDNOŚĆ. Serce jest Bramą do wieczności i do nieskończonych możliwości. Ono bije w rytmie One Love . Dosłownie . Nazywa sie to ŚWIĘTĄ GEOMETRIĄ, ktróej zleżności wyznacza tzw "złoty podział "
CYTAT " Złoty harmoniczny podział odcinka na dwie części tak, by stosunek długości dłuższej z nich do krótszej był taki sam, jak całego odcinka do części dłuższej. Podsumował bym cytatem „ ... jako w niebie tak i na ziemi.... i na odwrót ”

Liczbe fi można przedstawić
Tak :1.1001111000110111011... lub tak: 1.6180339887498948482... albo tak: 1.9E3779B97F4A7C15F39... i jeszcze na pare innych sposobów
Mi przypadła do gustu taka opcja:
Rytm bicia serca jest wyznacznikiem idealnych proporcji a tym samym obrazuje stan zdrowia, samopoczucie, temperament oraz żywotność człowieka. Nieodłącznie związany jest z oddechem i rodzajem przyjmowanej energii. Ogrom przekazywanych tą drogą informacji o różnorodnych częstotliwościach jest zaprawdę imponujący.
Ten specyficzny rytm odpowiadający boskiej harmonii, nie jest właściwy tylko człowiekowi ale osobliwie przenika cały wszechświat,
Wibracja dźwięku tworząc spiralną ścieżkę wyznacza czasoprzestrzenny łuk zstępujący i wstępujący, które określają stan rozwoju osobowości duszy oraz zewnętrzne warunki w jakich aktualnie się znajduje. W życiu człowieka znacząca zmiana następuje zazwyczaj co 12 lat
W skali makrokosmicznej każdy łuk liczy 12000 lat i przypadają mu 4 epoki w Indiach nazywane są one jugami: kali, dwapara, treta i satja odpowiadają one układowi kalendarza majów oraz greckiemu pojęciu żelaznego, brązowego i złotego wieku. Cykle te stanowią wieczne koła mayi, kontrastów i względności zjawiskowego świata. Człowiek rozwija się do poziomu w którym zdoła wymknąć się z więzienia dwoistości stworzenia i żyć w pełnej harmonii z wszechświatem. Poczym przechodząc na łuk zstępujący ponownie pogrąża się w niewiedzy i rozpoczyna cykl życia od początku w świecie mayi
"(...) Serce jest miejscem kontaktu Iskry Ducha, pra-atomu z krwią. Jest ono bramą, przez którą energia z pra-atomu może wpłynąć do krwi. Energia ta posiada wyższą wibrację i w ten sposób oczyszcza krew. Innymi słowy, nieczysta krew duszy naturalnej oczyszcza się w sercu dzięki energii Chrystusowej. Dlatego powiedziane jest: „Krew Jezusa Chrystusa oczyszcza nas ze wszystkich grzechów."
Padało, kiedy późnym rankiem w poniedziałek Lian O’Connor wysiadł z pociągu na stacji kolejowej w Killarney. Gęsta mgła wisiała nad całą okolicą. Drobnemu deszczykowi towarzyszył lekki wiatr. W Szkocji też często padało. Irlandia pod względem krajobrazu nie wiele różniła się od kraju Szkotów, ale miała to coś, czego nie miał żaden inny kraj. To był po prostu jego dom. Czuł głębokie wzruszenie. Dziś po trzydziestu latach znów stał na ojczystej ziemi. Nie potrafił wyrazić jak bardzo brakowało mu tych pięknych, rodzinnych zakątków, klimatu swojskich stron i rodaków. Trudno mu było uwierzyć, że rzeczywiście tu jest. Nareszcie w domu. Podróż pociągiem z Dublina do Killarney była długa i męcząca. W pewnym momencie zasnął i spał już prawie do końca drogi. Jakiś starszy pan obudził go, gdy zbliżali się do celu. Lot do Irlandii natomiast był krótki, ale niestety ciągle trzepało samolotem, a on nienawidził turbulencji. Nie często latał samolotami toteż nie mógł się przyzwyczaić do tych niedogodności, których obsługa pokładowa nie zdołała wyperswadować w żaden sposób. Czterdziestoletni Lian był wysokim mężczyzną, mierzącym prawie metr dziewięćdziesiąt, o ciemnozielonych oczach i ciemnych blond włosach, sięgających mu za ucho. Nosił fryzurę z przedziałkiem pośrodku. Jego powszednim ubiorem był beżowy garnitur lub dżinsy i biała koszula zawsze rozpięta pod szyją. Nie znosił krawatów. Nikomu na świecie nie udałoby się zmusić go do ich noszenia. Był naprawdę miłym facetem, którego uroczy uśmiech zniewalał kobiety. Liana postrzegano jednak jako typowego samotnika, ponieważ lubił się izolować od innych. Najbardziej na świecie kochał ciszę i samotność, przez co czasem ciężko było do niego dotrzeć.

Wszystko było takie jak z czasów jego dzieciństwa i jego snów o Irlandii. Omijali po drodze wspaniałe dzikie wrzosowiska, na których pasły się setki owiec, następnie śliczne małe domki, których była cała masa i ludzi pracujących w polu. Wokół otaczały ich góry, wzgórza i mniejsze pagórki. Jechali cały czas kamienistą drogą z lekkimi zakrętami przez pola, innym razem znowu droga wiodła przez niewielki las. Mgła opadła jakiś czas temu i wszystko doskonale było widać. Nawet deszcz przestał padać, chmury się rozproszyły i za horyzontem ukazało się słońce. Jednak lekki wiatr wciąż dawał o sobie znać. Powietrze było czyste jak po burzy. Przez prawie całą drogę Lian, milczał jakby mowa ugrzęzła mu w gardle. Prawdopodobnie niemoc ta spowodowana była ogromnym wzruszeniem i pewnego rodzaju podnieceniem. Niedługo zobaczy Maggie i Brayena. Jakie to będzie dla nich wszystkich przeżycie? Czuł jak łzy napływają mu do oczu. Wcale nie miał zamiaru ukrywać wzruszenia, jakie towarzyszyło mu odkąd tylko stanął na ojczystej ziemi. Lian siedział koło Colina, który prowadził samochód. On też milczał. Powoli zbliżali się do celu. Colin wraz z rodziną swojej żony mieszkali na obrzeżach Tralee. Mieli farmę i spory kawałek ziemi w swym posiadaniu. Od samego miasta dzieliło ich zaledwie sto metrów.

Naraz popatrzył na siebie i stwierdził, że należałoby się ogolić i przebrać w świeżą koszulę. Rozebrał się do pasa. Sięgnął po walizkę i otworzył ją. Zaczął rozgrzebywać wszystko jakby w pośpiechu. Najpierw wyjął ręcznik i przepasał się nim, a potem inne rzeczy. Zabrał swoje przybory toaletowe i wyślizgnął się na korytarz. Wzrokiem odszukał łazienki. Znajdowała się naprzeciwko jego pokoju. Drzwi pokoju obok były zamknięte, dochodził stamtąd odgłos rozmowy przerywanej gromkim śmiechem. Kiedy był w łazience usłyszał, że drzwi się otwierają, a potem znów stukot obcasów na schodach i odgłos przerywanego śmiechu. Później nic już nie słyszał. Szum lejącej się wody zagłuszył wszystko. Ogolony i okryty od pasa ręcznikiem wyszedł w końcu z łazienki. Już zbliżał się do uchylonych drzwi swego pokoju, gdy na froncie pojawiła się bardzo młoda kobieta. Najwyraźniej zawstydził ją widok półnagiego, zupełnie obcego mężczyzny. Stała pośrodku naprzeciw niego, prawie jak zahipnotyzowana. W jej oczach przez moment gościł strach, a zarazem ciekawość. Miała cudowne, szmaragdowe oczy, które okalały długie, gęste rzęsy. Włosy jak wiele młodych irlandzkich kobiet miała długie i kręcone tyle, że nie rude, lecz bardzo jasne.
- Przepraszam,.......nie spodziewałem się tu nikogo. – próbował się wytłumaczyć, ale ona na nic nie reagowała. Stała nadal w miejscu – Może się sobie przedstawimy, jestem...... – Lian wyciągnął do niej rękę, a wtedy ona skierowała swe kroki na schody i szybko uciekła. No i tyle ją widział. – Hej, ja nie gryzę! – zawołał za nią.

Narazie to tyle.
Widok ze swinicy do doliny wierchcichej

Taki tam spokój... Na gór zbocza
Światła się zlewa mgła przezrocza,
na senną zieleń gór.

Szumiący z dala wśród kamieni
w słońcu się potok skrzy i mieni
w srebrnotęczowy sznur.

Ciemnozielony w mgle złocistej
wśród ciszy drzemie uroczystej
głuchy smrekowy las.

Na jasnych, bujnych traw pościeli
pod słońce się gdzieniegdzie bieli
w zieleni martwy głaz.

O ścianie nagiej, szarej, stromej,
spiętrzone wkoło skał rozłomy
w świetlnych zasnęły mgłach.

Ponad doliną się rozwiesza
srebrzystoturkusowa cisza
nieba w słonecznych skrach.

Patrzę ze szczytu w dół: pode mną
przepaść rozwarła paszczę ciemną -
patrzę w dolinę, w dal:

i jakaś dziwna mię pochwyca
bez brzegu i bez dna tęsknica,
niewyslowiony żal...

[ Dodano: 2007-10-06, 13:57 ]
Wiecznie samotni

Wiecznie samotni!... Pośród tłumu ludzi,
gdy serce nasze wstrząśnie ich sercami,
gdy dusza nasza ich dusze obudzi
i tłum ten cały koło nas się toczy,
dłoń wyciągając ku nam, wznosząc oczy:
jesteśmy sami.

Wiecznie samotni!... Gdy w najbliższym kole
twarze gorzkimi zraszają się łzami,
wspólne pragnienie zaświeci na czole
albo wybuchną ludzie szczerym śmiechem:
my, łzom i szczęściu wtórujący echem,
jesteśmy sami.

Wiecznie samotni!... Nawet w takiej chwili,
gdyśmy spleceni wzajem ramionami
z kobietą dusze i ciała złączyli,
gdy z nią przeniknąć pragniemy się wzajem,
jej serce bierzem i jej serce dajem:
jesteśmy sami.

Wiecznie samotni, wiecznie szukający
z wiecznej nadziei wiecznymi złudami,
pełni tęsknoty gorzkiej i palącej,
błądzim po świecie, dziwne, obce cienie -
wreszcie ostatnie wydając westchnienie
jesteśmy sami

[ Dodano: 2007-12-20, 18:45 ]
DO SNU

Nie mam dosyć odwagi, aby przed złem życia

w śmierci szukać zbawienia

i wiecznego ukrycia,

ani wiem, czy śmierć kresem ludzkiego istnienia

jest wieczystym?... Ani wiem, czy zło w tej zaziemnej

bezwiednie przeczuwanej przestrzeni tajemnej

nie władnie? Lecz strudzony walką bezowocną

z siłą losu przemocną,

ciebie wołam, śnie cichy... O! gdybyś przez wieki

nie schodził z mej powieki...

Śnie! Ileż razy westchnę do ciebie, gdy jasna

okrutna prawda mózg mój i serce rozdziera...

Jeszcze godzina jedna, dwie - - a potem zasnę

i cichość mnie śmiertelna

kołysze na swym łonie... Duch we mnie umiera,

i jestem, jak trup żywy, bez czucia, bez myśli,

więc złemu niedostępny... Ty mi słodycz zeszłej,

śnie - - chcę choć wizji szczęścia. O! gdybyś przez wieki

nie schodził z mej powieki...

A choćbym dziś zasnąwszy, zamiast spodziewanej

ulgi, miał śpiący stać się łupem widm cierpienia

lub choćby się jątrzyły w nocy owe rany,

zdobyte w walce dziennej,

których ja zapomnienia

szukam w martwości sennej:

jeszcze do cię zawołam, śnie, obyś przez wieki

nie schodził z mej powieki...

Jako prozaik odniósł sukces opowiadaniem Ksiądz Piotr (1895), nowelami zebranymi w tomie Na Skalnym Podhalu (1903–1910), Legendą Tatr (1912). Mniej udana była powieść historyczna z czasów napoleońskich Koniec epopei (tom 1–3, 1913–1917), a także powieści współczesne z życia artystów, np. Anioł śmierci (1898) i dramaty. Wybór nowel (1906), Poezje. Wydanie zbiorowe (tom 1-4, 1923–1924), Poezje wybrane w serii Biblioteki Narodowej (1968), Poezje (1979).
(1901-1970), poeta i eseista; współtwórca Awangardy Krakowskiej, 1930-1935 czł. grupy lit.-artyst. artystów rewolucjonistów (a.r.); 1941 współred. pisma "Nowe Widnokręgi", 1944-1947 "Odrodzenia"; 1945 prezes Związku Zaw. Literatów Pol. i poseł do KRN; 1947-1951 poseł RP w Szwajcarii; 1952-1955 dyr. Biblioteki Jag.; 1965-1968 współred. "Poezji"; wypracował oryginalny typ konstrukcji poet. opartej na dążeniu do maks. kondensacji, dynamizacji i metaforyzacji obrazu poet. oraz na wyrazistym porządku składniowo-intonacyjnym wypowiedzi; w tematyce wierszy motywy urb.-techn. (Śruby 1925), odkrywcze widzenie krajobrazu (Z ponad 1930, W głąb las 1932), akcenty radykalizmu społ. (Równanie serca 1938), przeżycia czasów wojny i okupacji (Póki my żyjemy 1944, Miejsce na ziemi 1945), refleksje estet. i filoz. (Najmniej słów 1955, Narzędzie ze światła 1958, Próba całości 1961, Kwiat nieznany 1968); eseje (Linia i gwar, t. 1-2 1959, Sens poetycki 1963, Zapiski bez daty 1970), m.in. poświęcone analizie artyzmu poezji A. Mickiewicza (Czytając Mickiewicza 1950); przekłady; antologia pieśni lud. Jabłoneczka (1953); Utwory poetyckie (1971); 1964 otrzymał nagrodę państw. I stopnia.

Odjazd

Znów ufałaś - i wątpiłaś znowu
(krakało spłoszone zamykanie ramp...),
gdy
pod konstrukcjami z żelaza i szkła
stał się pociąg,
fakt,
który tonowymi uderzeniami kół poza rozpacz wykraczał.

Parowóz
wlókł długi i ciężki twój żal.

W płytkim świetle za wcześnie zapalonych lamp
świat jakby odziwaczał
i stronił...

- Załamał się w rozbitych bezdźwięcznie łzach.

Kształt twój mglił się i wietrzał,
między nami rozsnuwała się dal.
I musnęło mnie, niknąc, pożegnanie twej dłoni:
oddłoń powietrzna.

Do ciebie o mnie

Zapatrzony, że samymi rzęsami
zmiótłbym śnieg z twojej ścieżki,
chwytam w zachwyt ruch twój - i gubię:

Krokiem tak zalotnie lekkim,
jakbyś wiodła ptaszka na promieniu,
szłaś przede mną - przed sobą, przed wszystkim!
Poderwany spod nóg przez wróble
twój cień w krzewie się zazielenił,
pojaśniał w drobne listki.

I zniknęłaś - w swoim śpiewie. Zamilkliśmy.

Ale odtąd zasłuchany, gdy pytam
o mnie,
od rośliny do słowa
każdy pąk się wyraża kwieciście;
kwiat rozkwita nagiej, ogromniej
we wszechkwiat.
(Gałąź wiśniowa
przewinęła się do kwiatów od liści
zwinniej,
niż wiewiórka zdążyłaby się domyślić.)

Lipiec

Na świadectwach, wzbici w radość, odlecieli uczniowie,
drży powietrze po ich śmigłym zniku.

Wakacje, panie profesorze! Pora
trzepać wesoło słowa jak futra na wiosnę
oraz
czasowniki przez dni lata odmieniać!
- -
Wóz przetoczył się z nagła - i w łozinie zzieleniał.
Tylko pustki rozpryśniętej w słońcu - udar.
Skacząc z bryczki, zaoczę:

Bosonogi gęsiarek biegł, zaczerpnął ze źródła,
znikł, jak gdyby on wybiegał
potoczek.
- -
Okolicę, serce wyniosłe, przeszywa na przestrzał
strumień!

Lecz z połogich pagórków - wahającą się odpowiedź -
inne wzgórze - dalszą górę kołysze.
Jak ten skryty poryw widoku i ciszę zatuloną w szumie
szeptanymi pytaniami - wydać?

Jakże w cieniu, pod lipą - przysłowieć?
Nagły, większy powiew wiatru, zdmuchnął i wywrócił zwęglone pozostałości po jednym z drzew, które niegdyś tutaj pięknie rosły.
Kikut drzewa nie miał szczęścia, gdyż wkrótce spotkał się ze stopą genina z Hagane, który obrócił resztki w pył.

Oczy bez wyrazu omiotły pogorzelisko, które nie tak dawno było bujnym lasem.
"Więc... wróciłem tu... miejsce misji z chunninami... miejsce, które z mojej winy zostało zniszczone..."
"Czym martwisz sie człowiecze... twej głupoty nie pojmuję, żyjesz chodzisz, sie przejmujesz"
"...to był dom... tysięcy istnień... małych i dużych..."
"Zbyt małych żeby przeżyć..."

Nastała chwila ciszy podczas, której posiadacz swego ciała, zrobił powolnym krokiem koło obserwując zniszczoną okolicę...
"Żyję, ale jakim kosztem..."
"To nie ty ogień wznieciłeś! To zwierzyną którą ja tropiłem!"
"To i tak moja wina... byłem słaby... tak... byłem słaby... gdybym był silny to... wszystko wyglądało by inaczej"

Ciszę w umyśle Shury przerwał nagle donośny śmiech należący na pewno do Ashury
"AHAHAHA!!! Wreszcie! Z sensem mówisz! Juz myslałem... że nie wymyślisz tego będąc tym ciałem! Widzisz iż siła tu sie liczy i potęga stali! Ci co to osiągnęli wiele Wiosce dali!"
"Ashura... co to za entuzjazm? o .. co ci chodzi?"
"O nic ... hyhyhy... zwykle się ciesze... prawie jakbym nową ofiarę zwęszył..."
"...siła... ale jak to osiągnąć..."
"...Nic prostszego..."
"...słucham"?

Ponownie... milczenie... tym razem dłuższe... ale... towarzyszyły mu jakieś ... szumy?
Shura zbierał się do odejścia... nie miał już sił myslec o tym co tu się stało... zrobił kilka kroków..
"Pamiętasz Hiro?"
Drgnięcie...
"Pamiętasz Mai?"
Kolejne drgawki
"Tak Shura... to byli twoi kamraci... z dawnego stada. Zabili ich wrogowie, jednak ty żyjesz nadal"
"Nie... nie wiem o czym mówisz... Ashura..."
"O Hiro, o Mai i dawnym Mistrzu twoim,którzy zginęli z powodu bezsilności twojej"
"Ciało Shura zaatakowane kolejnymi falami drgawek upadło na kolana
"Ach... arg... n... nie...! Nie pamiętam nic!"
"Nie pamiętasz, bo twa słaba wola, chciała abys zapomniał i żył beztrosko zgoła! Ja zawsze przy Tobie byłem, ja pamiętam wszystko!"
"Nie... arg.... nie! nie! nie! NIE!"

Do drżenia doszły kolejno płacz i szloch...
"Tak jest Shura... słabość twa sprawcą tego jest... Co musisz zrobić... silniejszym byc i fest..."
Shura przestał odpowiadać... jego wypowiedzi zastąpiły kolejne nieartykuowane odgłosy towarzyszące spazmom płaczu.
"Siła nam potrzebna... Siła Shura! obie by bronić! Mnie by polować! Ja CHCĘ zabijać, nie oszukujmy siebie! ... ale by to osiągnąc potrzebuję... CIEBIE SHURA!!! PODDAJ SIĘ MI, A SŁABOŚCI ODRZUĆ PRECZ! DAJ MI TWĄ DUSZĘ CHŁONĄĆ I CIESZYĆ CIAŁEM SIE!!!"

Dwie siły.. dwie różne osobowości... jednak... kiedyś były jednością.
Przeciwieństwa... Yin-Yang... jednak teraz... łączą ich te same cele... różne pobudki ale ten sam cel... Potęga... Czy to wystarczający powód do współpracy? Chyba tak...
W końcu wszyscy kiedyś wrócimy i staniemy się jednością...

****************************

Posród popiołu wynurzyła się postać... Nie Shura... bo muskularna i pewna siebie... Nie Ashura... jej spojrzenie pozbawione były szalonych pobudek i nieokrzesania...

Dusza Ogniem

Siła Ciała Ashury i Umysł Shury... Pozwalały na nowe poznanie dziedzictwa przodków... Nowe metody... nowe możliwości...

Ciało Stalą

...nową Ścieżkę

Droga Chwałą

***************************

Słońce na widnokręgu pospiesznie dążyło do schowania się za liną wzroku, kiedy młody Hagane odzyskał przytomność...
"Urgg... co to było... zasnąłem?"
"W takim miejscu zasnąć przecie... to uwiera mej dumie ty człowiecze..."
"Cicho siedz... wracam do domu..."
"Chodź zabijmy coś na kolację... mięso świeże ma swa rację..."
"Mówiłem Ci już że nie..."

<z tematu><-350exp; +Gousei no Reikon [Duszy Złączenie]>

>